Kurier Brzeski

   – najświeższe informacje o tym co dla nas ważne

Szare myszki?

Jeśli spojrzeć spokojnie na czteroletnią pracę kowboja w spódnicy Julii Pitery w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, czyli premierującego, to dostrzec można, że mimo jej wielkich wysiłków, by była ona postrzegana jako pracowita szara myszka, co to z wielkim wysiłkiem i poświęceniem naraża się wszelkim państwowym i samorządowym urzędnikom, kręcąc na nich bata w postaci zmian prawa antykorupcyjnego, to dostrzec można, iż jej się to za bardzo nie udało.

Nawet sam premierujący uznał, że jej dalsza misja na tym stanowisku jest niepotrzebna, bo wystarczająco skutecznie z korupcją walczy Centralne Biuro Antykorupcyjne, ale na razie jej dymisji nie przyjął. Pani minister, bo taki tytuł używany jest w stosunku do zatrudnionych w KPRM sekretarzy stanu nadal więc za swoją ciężką pracę publiczne, czyli nasze podatników, pieniądze bierze. Po tak wysokim urzędniku, pełnomocniku premierującego do spraw walki z korupcją, czemu ma między innymi służyć system corocznego i nie tylko składania jawnych, publikowanych w Biuletynach Informacji Publicznej oświadczeń o stanie majątkowym spodziewać by się można, że jej oświadczenia będą wzorem dla wszystkich do tego zobowiązanych. Z ciekawości więc do jej oświadczeń majątkowych zajrzałem.

W żadnym nie podała podstawowej informacji, czyli tego, ile w danym roku jako sekretarz stanu w KPRM zarobiła. Nie podała też informacji, jakie i z jakiego źródła były jej dochody przed objęciem ministerialnej teki. Taka informacja o cienkich co prawda jego zarobkach, bo wynoszących za rok 2010 nieco ponad 198 tys. zł zawarta jest w oświadczeniu premierującego, który zresztą notabene tak jak inni zwierzchnicy powinien chyba oświadczenia majątkowe swoich podwładnych co roku analizować i wyniki tych analiz upubliczniać, tak jak czynić to muszą każdy wójt, burmistrz, prezydent, starosta, marszałek i przewodniczący rad gmin, powiatu i województwa.

Od czasu objęcia stanowiska oszczędności pani minister urosły z 15.321,70 zł do 92.733,44 zł. Biorąc pod uwagę ten brak danych o zarobkach w KPRM (a może pani minister zatrudniona jest tam jako wolontariuszka) oraz fakt wzrostu oszczędności zawiadamiam tym samym publicznie i jawnie CBA o konieczności sprawdzenia oświadczeń majątkowych pani minister, co zresztą jest zapisane w ustawowych obowiązkach tej instytucji. Podanie nieprawdy lub zatajenie prawdy, co można podejrzewać w tym przypadku, stanowi podstawę do skazania na pozbawienie wolności zgodnie z Art. 233 § 1 Kodeksu karnego.

Proponowane przez panią minister zmiany w prawie, także tym dotyczącym oświadczeń majątkowych zakładały nie tylko większą szczegółowość informacji na temat stanu majątkowego ale także objęcie nimi szerszego niż obecnie kręgu krewnych (obecnie tylko współmałżonek, co jest notabene dyskryminacją partnerów w związkach partnerskich, nieprawdaż) oraz zwiększenie kręgu osób objętych tym obowiązkiem do praktycznie wszystkich urzędników samorządowych. Że oznaczałoby to w tym przypadku zalanie pracą CBA, które jak wspomniałem ustawowo zobowiązane jest do sprawdzania tych oświadczeń, zalanie pracą urzędów skarbowych, które także swoją rolę w badaniu tych oświadczeń mają, o tym chyba pani minister nie pomyślała. Nic więc dziwnego, że do dzisiaj zmian w tym prawie nie wprowadzono, choćby tych, które uznać należałoby za takie, które system antykorupcyjny rzeczywiście uszczelnią. Chyba jednak misja szarej myszce nie wyszła.

W porównaniu z oświadczeniem majątkowym Julii Pitery, oświadczenie jakie złożył za rok 2010 wicenaczelnik Wydziału Budownictwa i Inwestycji brzeskiego starostwa Leszek P., aresztowany kilka tygodni temu po przyjęciu jak to się prawniczo mówi korzyści majątkowej (po polsku po prostu łapówki) w kwocie 10.000 zł wręczonej przez uczestniczącego w dziennikarskiej prowokacji pracownika jednej z prywatnych telewizji w obecności pracownika firmy, której miał wydać decyzję, umożliwiającą powstanie sklepu, wygląda wręcz wzorowo.

Za rok 2010 jego dochód z tytułu zatrudnienia w starostwie wyniósł 52.395,35 zł, a oszczędności 30.000 zł. Ciekawostka w tym przypadku jest inna. Nie ma jego oświadczenia we wcześniejszych oświadczeniach rocznych, ani w tak zwanych pierwszych oświadczeniach składanych w roku 2010 na dzień objęcia danego stanowiska, a w jego przypadku byłby to dzień powołania na stanowisko wicenaczelnika lub dzień, w którym uzyskał upoważnienie starosty do wydawania w jego imieniu decyzji administracyjnych.

I tu jak w przypadku premierującego pojawia się wątpliwość o jakość  wykonywanych przez starostę analiz oświadczeń majątkowych jego pracowników. Ot i szara myszka Leszek P. narobił staroście kłopotów, bo nie dość, że nie zauważył, że wręczanie łapówki przez dwie osoby, to naruszenie podstawowej zasady uniknięcia odpowiedzialności za to, to jeszcze nie składając tego pierwszego oświadczenia wskazał, że nadzór starosty nad pracownikami kiepski jest.

Omyk

Komentarze wyłączone.