JAN MILUN z BOSTONU
<!–more–>
www.tomasz.greniuch.salon24.pl
Kurier Brzeski Nr 12 z 2 kwietnia 2008r
TAK PISALI
Niedziela Ogólnopolska
Nie ustaję w rozsławianiu imienia Jana Pawła II
Anna Janowska
Mieszkający w USA Jan Milun nazywany jest ambasadorem polskiej muzyki i kultury. Na ten tytuł zapracował rzetelnie. Jest założycielem i prezesem Towarzystwa Muzycznego im. Stanisława Moniuszki w Bostonie, zorganizował w różnych krajach – m.in. w USA, Kanadzie, Polsce i na Wyspach Karaibskich – ponad 250 koncertów poświęconych Janowi Pawłowi II, promuje polskich twórców i wykonawców, stale zaskakuje niezwykłymi pomysłami.
Jan Milun urodził się krótko przed wybuchem II wojny światowej w Dowgidańcach, gdzie ojciec był sołtysem. Gdy wspomina tamte lata, myśli przede wszystkim o rodzicach, którzy trzem synom przekazywali wiarę i szacunek do pracy. Wszyscy bracia byli uzdolnieni artystycznie, obdarzeni pięknymi głosami. Przez pewien czas rodzina uważała nawet, że Jan zostanie księdzem. Co prawda, zrezygnował z tego zamiaru, ale przez wiele lat był ministrantem w kościele koleśnickim. W miasteczku Ejszyszki był dom kultury, w którym żaden festiwal czy koncert nie mógł się odbyć bez braci Milunów. Był to czas, kiedy młody człowiek po ukończeniu szkoły musiał przez dwa lata pracować w kołchozie. Dla p. Jana ten okres był znacznie krótszy, bowiem za zorganizowanie wyjazdu kołchozowymi samochodami do Kalwarii wyrzucono go z pracy z adnotacją w papierach: „wierzący, o przesądach religijnych”. Taka opinia zamykała wiele drzwi, dlatego dopiero po długich poszukiwaniach został przyjęty do szkoły muzycznej w Wilnie na wokalistykę i dyrygenturę, należał także do zespołu „Wilia”, śpiewał w chórze w Ostrej Bramie. W 1959 r. wraz z wieloma innymi rodzinami Milunowie wyjechali do Polski. Tutaj Jan Milun podjął studia na Akademii Muzycznej w Krakowie i na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie studiował języki słowiańskie. W 1971 r. wyemigrował do USA.
Za oceanem trzeba było zarabiać na chleb i doskonalić znajomość języka, dopiero gdy „stanął na własnych nogach”, mógł poświęcić się temu co ukochał od dawna – działalności muzyczno-kulturalnej. Drogowskazami na dalsze życie były spotkania z ks. Karolem Wojtyłą, jeszcze jako kardynałem, a później Papieżem Janem Pawłem II. Pierwsze miało miejsce w 1976 r., kiedy kard. Wojtyła uczestniczył w Kongresie Eucharystycznym w Filadelfii, a potem przyjechał do Bostonu. Po 30 z górą latach Jan Milun wspomina słowa, które wówczas od niego usłyszał: „Proszę Pana, nic nie jest wieczne, także ten ustrój w Polsce. Jego dni są policzone i jeszcze będzie Pan wracał…”. Słowa te stały się wielką pociechą, a postawa Kardynała, wewnętrzna siła i chrześcijańska miłość, którą promieniował, dodały sił. Wkrótce narodził się pomysł, aby w Bostonie założyć Towarzystwo Muzyczne im. Stanisława Moniuszki.
Listę najważniejszych przedsięwzięć otwierają zorganizowane w Bostonie koncerty dla uczczenia pierwszej i piątej rocznicy pontyfikatu Jana Pawła II, które miały bogatą oprawę i rozmach. Na koncert dla uczczenia 10-lecia pontyfikatu, który odbył się w katedrze św. Patryka w Nowym Jorku, przewieziono z kościoła św. Stanisława BM na Manhattanie obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Z Polski przyjechał zespół Opery Bytomskiej w pełnym składzie: z solistami, baletem, chórem i orkiestrą. Wśród pięciotysięcznej publiczności byli: Sekretarz Generalny Narodów Zjednoczonych, prezydent Bush, senior, i wielu kardynałów. 10 lat później, 18 października 1998 r. także w Nowym Jorku odbył się – transmitowany przez TV Polonia – równie wspaniały koncert z okazji 20. rocznicy pontyfikatu. Jubileusz 25-lecia pontyfikatu Jana Pawła II Jan Milun uczcił w bazylice Mariackiej w Gdańsku koncertem, w którym wzięło udział ok. 700 wykonawców.
Wielkimi wydarzeniami i sukcesami były też koncerty w Bostonie: w 1. rocznicę stanu wojennego, kiedy to zebrano 15 tys. dolarów na pomoc charytatywną dla Polaków, oraz koncert z okazji 100. rocznicy urodzin prymasa Wyszyńskiego, w 2001 r.
Niedawno Jan Milun odwiedził „Niedzielę”. Było to w drodze powrotnej z koncertu, który 20 maja br. zorganizował w Wilnie. Koncert dedykowany pamięci Jana Pawła II, przygotowany, jak zawsze, z wielkim rozmachem, odbył się w historycznej świątyni – kościele Świętych Janów i został przyjęty z aplauzem. Jan Milun myśli już o kolejnych koncertach, których ideę streścił w jednym z wywiadów: „Za pomocą muzyki staramy się przekazywać naszą miłość i oddanie Janowi Pawłowi II. Choć zabrakło Go na tym świecie, nie ustaję w rozsławianiu Jego imienia i osobowości”.
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński odznaczył Jana Miluna Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi z okazji Święta 3 Maja oraz Dnia Polonii i Polaków za Granicą. W imieniu Prezydenta 2 maja 2006 odznaczenie w Nowym Jorku wręczył Konsul Generalny Rzeczypospolitej Polskiej
Obecnie, kiedy zabrakło nam na tym świecie Wielkiego Autorytetu Polaków, jakim był – i nadal pozostaje Jan Paweł II, nie ustanę w tego rodzaju działalności: rozsławianiu Jego imienia, utrwalaniu przykładu Jego życia i osobowości.
Niestrudzony ambasador
Jan Milun z wykształcenia śpiewak operowy, brzeżanin – Honorowy Obywatel Brzegu ( 11 listopada 2006r.), z urodzenia Wilnianin. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim języki słowiańskie, a także na Wydziale Wokalnym Akademii Muzycznej w Krakowie. Ukończył również studia w Akademii Wojskowej Stanów Zjednoczonych. Od 33 lat mieszka w Bostonie. Dyrektor Towarzystwa Muzycznego im. Stanisława Moniuszki w Bostonie jest znany na całym świecie jako niestrudzony mecenas i ambasador polskiej muzyki i kultury. Od lat koncentruje się w swojej działalności na organizowaniu wielkich koncertów muzyki poważnej w podziękowaniu za Wielki Pontyfikat Papieża Jana Pawła II, jak również dla uczczenia wielkich wydarzeń historycznych. Tylko na cześć Jana Pawła II zorganizował szereg wielkich międzynarodowych megakoncertów, a łącznie co najmniej 250 koncertów w USA, Kanadzie, na Wyspach Karaibskich i w Polsce. Na pierwszą i piątą rocznicę pontyfikatu wybrał uroczyste koncerty w Bostonie. - Można nazwać te pierwsze koncerty przymiarką do gali, która miała miejsce w Nowym Jorku, w 10 rocznicę zasiadania Jana Pawła II w Stolicy Apostolskiej. Sprowadziliśmy nawet na tę okazję samochód, opla, podarowanego Papieżowi przez Niemców – wspominał Jan Milun w ubiegłym roku przy okazji kolejnego organizowanego w Wilnie koncertu. – Samochodem tym wówczas przewieziono obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z kościoła św. Stanisława na Manhattanie – do katedry św. Patryka. Ta manifestacja wielkiego szacunku do Papieża i Człowieka przeszła wszelkie oczekiwania. Przybyła na ten koncert delegacja z Polskiego Kongresu z Chicago, wielu senatorów, przedstawiciele partii demokratycznej i republikańskiej, delegacje z całej Ameryki. Ale ogromną radością napawało mnie przede wszystkim to, że w czasie tego koncertu brzmiała muzyka polska. I tu, w Ameryce, po raz pierwszy wykonaliśmy I Litanię Ostrobramską Stanisława Moniuszki, nie wykonywaną od czasów autora. Bytomska opera dała szereg przedstawień „Halki”. Wystąpiły chóry polonijne, połączony chór całej wschodniej części Stanów Zjednoczonych – ogółem ponad 600 śpiewaków. Wówczas po raz pierwszy w katedrze św. Patryka znalazł się fortepian i zabrzmiała również muzyka świecka, na co musiałem uzyskać pozwolenie miejscowego kardynała. Podczas koncertu w pierwszą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego udało się zebrać 15 tys. dolarów, które Jan Milun przeznaczył na żywność i leki dla Polaków. Za krzewienie kultury polskiej w Ameryce otrzymał medal Waszyngtona.
Piętnastą rocznicę pontyfikatu zaplanował w Wilnie. Połączył okazję z 175. rocznicą urodzin Moniuszki. 7 maja 1994 roku odbył się w katedrze wileńskiej koncert, w czasie którego brzmiały utwory dawnych i nowoczesnych klasyków partytury w wykonaniu znanych na Litwie miejscowych muzyków. Gośćmi koncertu byli dostojni przedstawiciele różnych krajów. Do jego wielkich sukcesów można zaliczyć koncert, który odbył się 18 października 1998 roku, z okazji 20 lat pontyfikatu Jana Pawła II. Koncert transmitowała TV Polonia. Mogliśmy wówczas cieszyć się niezwykłym i wielkim wydarzeniem artystycznym w Brzegu z okazji 750 lecia miasta., potem był koncert, który okazał się również wielkim sukcesem Jana Miluna w 25 rocznicę Pontyfikatu w Gdańsku – w bazylice NMP 19 października 2003 r. w rocznicę śmierci ks. Jerzego Popiełuszki z udziałem 700 artystów z kraju i zagranicy. Pierwszy koncert w Rosji ku czci Jana Pawła II miał wymiar historyczny i symboliczny – było to z okazji 750 rocznicy powstania Kaliningradu i odbył się 16 października 2005 r., potem usilnie zabiegał o koncert w Mińsku na Białorusi – jednak te starania zostały odłożone w czasie. 20 maja 2007 r. odbył się kolejny koncert w Wilnie. Niezwykle ciepło został przyjęty w USA koncert w hołdzie Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego w jego 100 rocznicę urodzin 14 października 2001 r. w Bostonie z udziałem ponad 600 artystów. Echem w obu Amerykach odbił się wielki megakoncert w Salwadorze w 2005 r. Jedna z gazet napisała, że jest „najbardziej utytułowanym ambasadorem kultury polskiej w świecie z własnego nadania i Bożej przychylności”. W jednej osobie – promotor, organizator, menedżer oraz kierownik artystyczny setek koncertów, popularyzujących muzykę i wykonawców polskich. Posiada wiele wysokich nagród polskich i zagranicznych, w tym – dość rzadkich. Jako jedyny Polak otrzymał za swą działalność medal George‘a Washingtona, przyznawany przez Fundację Wolności. Ale bardzo (jeśli nie najbardziej) ceni sobie medal, odebrany w styczniu tego roku w siedzibie „Solidarności”, ufundowany z okazji wizyty w Sejmie Polskim (1999 r.) Ojca Świętego, do którego m. in. należą słowa: „Dzięki kulturze mój naród przetrwał trudne chwile w swych dziejach”. Milun jest pierwszym, którego uznano godnym tego odznaczenia. 6 stycznia 2005 r. otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.Największą satysfakcję twórczą mam organizując te gigantyczne koncerty. – mówił dla Magazynu Wileńskiego – Lubię liczną publiczność. Nie lubię małych koncertów – męczą mnie, nie mogę w nich wyeksponować tych elementów i walorów, które daje „wielka muzyka”. Uwielbiam, gdy śpiewa – niech nawet i tysiąc głosów, pod akompaniament licznej orkiestry. Sprawia mi to ogromną radość, czuję się twórczą cząstką, jednym z czysto brzmiących akordów tego wielkiego dzieła. Nie tego – muzycznego, a samego koncertu – bo jego organizacja, jego artystyczne zgranie – to wielkie dzieło. Tu każdy poszczególny utwór ma swój głęboki sens. A całość – jak w poezji – winna mieć swój początek, środek i mocną końcówkę. Tak, żeby słuchacze – jak żyć długo będą – nie zapomnieli jej… Trzeba też mieć zdolności organizatorskie, siłę sugestii, przekonywania. Ale ja, który nie mam wcale wrogów, widocznie to potrafię. Kiedyś organizowałem koncert papieski w Montrealu. Początkowo Francuzi się oburzali: dlaczego to Amerykanie wchodzą im w paradę z takimi propozycjami, chcą dla nich coś organizować. Ale ja powoływałem się na to, że jestem Polakiem i przekonałem.
….i znów przyjechał do nas do Brzegu, by podzielić się kolejnymi planami…
w 325 rocznicę Odsieczy Wiedeńskiej – będzie koncert w bazylice na Jasnej Górze 12 września 2008 r., w którym udział wezmą oprócz muzycznych znakomitości, gości z kraju i z zagranicy, także chórzyści z Brzegu, Nysy, Opola i Otmuchowa. Zabrzmią wówczas utwory „Victoria” i „Marsz Sobieskiego” Wojciecha Kilara,”Epitafium Katyńskie” Andrzej Panufni ka, „Litania Ostrobramska” Stanisła wa Moniuszki, „Requiem” Maurice’a .Durufle’ a,”Alleluja” RondalaThompsona, „Battle Hymn of the Republic” J.W. Howe’a, „Alleluja” z oratorium „Mesjasz” G.F. Haendla oraz nowe kompozycje Jarosława Gołembiowskiego z Chicago « Rubus incombustus” i „Gloria” op. 95. do tekstu WespazjanaKochowskiego (1633-1700).„Spodziewamy się na tej uroczystości kilkudziesięciu tysięcy uczestników – powiedział Jan Milun. – Pragnę zaprosić na ten dzień reprezentantów armii tureckiej, którzy wykonają m.in. musztrę paradną. Chcę w ten sposób uhonorować Turcję, gdyż kraj ten nigdy nie uznał rozbiorów Polski”.Jan Milun nieco zmęczony, ale jak zawsze bardzo zaangażowany opowiada nam jeszcze o programie, wykonawcach, kompozytorach, którzy z myślą o Janie Pawle II tworzą swe wielkie dzieła. Swoim działaniem elektryzuje twórców i artystów zaprzątając ich do dzieł ponadczasowych. Wie, że to, co pozostanie jest ważne dla rzeszy rodaków w kraju i zagranicą, dla nas tu w Brzegu i tam za oceanem, w Krakowie, Wilnie i Grodnie, w Gdańsku i w Warszawie, wszędzie gdzie sa Polacy,
“ Veni , vidi , Deus vicit.”W liście do papieża Innocentego XI Jan III Sobieski w dzień po batalii napisał: Venimus, vidimus et Deusvicit (przybyliśmy, zobaczyliśmy i Bóg zwyciężył). Ten koncert ma wymiar historyczny i symboliczny dla jednoczenia rodaków wokół poczucia odpowiedzialności za chrześcijański wymiar Europy i w hołdzie Najświętszej Marii Panny, bowiem ten dzień 12 września – jako dzień Jej imienin papież Innocenty XI ustanowił świętem kościelnym. W Polsce i na świecie jest za mało doceniony. Trzeba pamiętać, że Wiktoria Wiedeńska, była wielkim zwycięstwem wybłaganym u stóp NMP. Król Jan III Sobieski krzyżem leżał w bazylice na Jasnej Górze, zaś królowa Marysieńka w dzień bitwy wyszła wraz z duchowieństwem i ludem w wielkiej procesji modlitewnej na ulice Krakowa.
Wiktoria wiedeńska – było to ostatnie przed mrokami ciężkich czasów wspaniałe wielkie zwycięstwo oręża polskiego, glorii i chwały Rzeczpospolitej Obojga Narodów.Bitwa pod Wiedniem w 1683 roku uchodzi za jedno z najważniejszych wydarzeń w historii XVII wieku. Zwycięstwo wojsk koalicji – a pierwsze skrzypce grał w niej Jan III Sobieski – nad turecką armią Kara Mustafy, porównywane jest do triumfu nad Arabami pod Poitiers w 732 roku, bo miało jak wtedy uratować chrześcijańską Europę przed islamskim zalewem. Historyk austriacki – Jan Wimmer w książce pt. „Jan III Sobieski pisze: „Nigdy zwycięstwo o tak ogromnym znaczeniu nie kosztowało tak mało krwi. Straty tureckie ocenia się na 10 tys. ludzi, a armia odsieczowa straciła 1500 żołnierzy poległych i około 4000 rannych. połowę tych strat ponieśli Polacy.”Zwycięstwo Sobieskiego pod Wiedniem ocaliło 17 – wieczną kulturę europejską, powstrzymało ekspansję Turków na zachód i zapoczątkowało zmierzch potęgi Porty Otomańskiej.W naszych dziejach „wiktoria wiedeńska” zapisała się jako jeden z największych czynów orężnych dawnej Polski. Pozostała natchnieniem dla wielu późniejszych polskich władców i rycerzy. Kronikarze pisali, że brawurowa szarża polskiej husarii rozbiła w puch wojska tureckie, które dotąd przez 59 dni daremnie oblegały Wiedeń. Siły tureckie historycy oceniali na ok. 90 000 żołnierzy. Z okazji tej rocznicy wiekopomnego zwycięstwa oręża polskiego warto przypomnieć postać największego spośród władców Polski – króla Jana III Sobieskiego – prawdziwego bohatera odsieczy wiedeńskiej. Przeszedł on do historii jako pogromca potęgi tureckiej, która zagrażała wówczas całej Europie. W podręcznikach historycznych napisano o nim. „Wspaniały wódz, mądry polityk, ostatni władca Polski, któremu wypadło panować miedzy szwedzkim „potopem” a poprzedzającą rozbiory epoką saską. Gorący patriota, ukochany po wsze czasy i uwielbiany przez naród król, mający opinię i kult rzymskiego cezara.” [Husaria istniała prawie 3 stulecia. Była nie tylko najlepszą jazdą swych czasów. Była także najpiękniejszym zjawiskiem, jakie zaistniało na polach bitew w historii ludzkości. Nawet w swej bardzo barwnej epoce była oceniana jako wyjątkowa. Szczególnie na Zachodzie, który nie błyszczał tak jak sarmacka Rzeczpospolita, robiła ona olbrzymie wrażenie. Do ciekawego epizodu doszło np. w czasie odsieczy wiedeńskiej (1683r.), gdzie jak wiadomo przeprowadzono sławną szarżę. Wtedy to żołnierze wojsk sprzymierzonych (chodzi o Niemców i Austriaków, którzy wspólnie z Polakami uczestniczyli w odsieczy) wstrzymali mimowolnie natarcie, by móc podziwiać niesamowity widok jaki sprawiała szarżująca husaria. Husaria swe sukcesy w dużej mierze zawdzięczała użytkowanemu przez siebie orężowi. Jak się okazuje tzw. szabla husarska była szczytowym tego typu osiągnięciem na skalę światową. Wojciech Zabłocki- wybitny polski szermierz, wielokrotny mistrz świata i medalista olimpijski a także wieloletni badacz broni białej- nie wahał się nazwać ją najlepszą szablą bojową jaka powstała w historii człowieka. Dodać tu wypada, że szabla ta była tworem wyłącznie polskim, powstałym na bazie doświadczeń zdobywanych w rozlicznych wojnach jakich niestety los naszemu krajowi nie szczędził.]
Jolanta Krzewicka
Kurier Brzeski Nr 12 z kwietnia 2008 r
Mel Gibson
zagra Jana III Sobieskiego?
Najdroższy film w historii polskiej kinematografii za 120 mln zł zamierza wyprodukować biznesmen Mariusz Białek. Główną rolę i reżyserię zaproponował Melowi Gibsonowi. Aktor miałby zagrać króla Jana III Sobieskiego w filmie o odsieczy wiedeńskiej
Bezkonkurencyjny budżet w polskim kinie miało dotychczas „Quo vadis” Jerzego Kawalerowicza. Film kosztował 18 mln dol., czyli ponad 50 mln zł. Białek, który prowadzi w Warszawie firmę deweloperską, na projekt zatytułowany „Victoria” chce wydać aż 120 mln zł. Byłyby to jednak zaledwie koszty produkcji, do których należy dodać jeszcze honoraria artystów, co może nawet podwoić budżet, bo producent chce zaangażować największe gwiazdy. – Traktuję film jak zwykły produkt na sprzedaż. To jest biznes. Przekalkulowałem, jaki film świat chciałby zobaczyć. To się sprowadza do analizy rynku – przyznaje Białek. – Starcie cywilizacji islamskiej z chrześcijańską, a do niego doszło przecież także w 1683 r. pod Wiedniem, jest ostatnio tematem bardzo gorącym i nadzwyczaj aktualnym. Dzisiejsza Europa ma problem ze znalezieniem wspólnego mianownika. Ten film pokazuje, że jest nim chrześcijaństwo. Przesłaniem filmu jest to, że my, Europejczycy, potrafimy się zjednoczyć – tłumaczy.
Film ma gotowy scenariusz. Został złożony w Ministerstwie Kultury i w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej. Jego autorem jest Cezary Harasimowicz: – W 85 proc. jest to opowieść oparta na prawdzie historycznej. Z materiałów i dokumentacji o Wiktorii Wiedeńskiej, które zebrałem, wyciągnąłem mało znany wątek, który jest pełen zaskakujących zwrotów akcji. Wokół niego osnułem fabułę. W filmie będzie miłość, przyjaźń i wątek szpiegowsko-sensacyjny, czyli wszystko, co niezbędne dla dobrego widowiska. Odsiecz wiedeńska jest naszym największym osiągnięciem militarnym, ale to także wydarzenie, które przekłada się na współczesność.
– Zamierzamy stworzyć produkt z najwyższej półki, nie może być więc mowy o żadnym kompromisie. To, co Gibson zrobił do tej pory, gwarantuje, że nasz produkt będzie światowym sukcesem.
Gibson miałby też zagrać główną rolę. Harasimowicz: – Jan III Sobieski to charyzmatyczna postać, wielki strateg, fenomenalny rycerz, do tego śmiertelnie zakochany w swojej żonie. To tego typu bohater, co zagrany przez Gibsona szkocki buntownik w „Braveheart”, tylko mniej tragiczny, bo przecież Sobieski zwyciężył.
Zdjęcia do filmu miały rozpocząć się w tym roku, także w Polsce.
Stanisław Dzierniejka, dyrektor kina Dworcowego we Wrocławiu zainteresował amerykańskiego gwiazdora Mela Gibsona, żeby ściągnąć go na Dolny Śląsk
– Pomyślałem, że postaram się przekonać biznesmena i producenta Mariusza Białka, żeby część zdjęć powstała na Dolnym Śląsku.
Jan III Sobieski w drodze na Wiedeń ponoć zatrzymał się w Rudawie koło Międzylesia. Dziś przypomina o tym postawiony w Jedlinie obelisk. Rudawa jest piękna, leży w górzystej okolicy, są tam wspaniałe plenery, świetnie nadające się na plan filmowy. Jestem lokalnym patriotą i chciałbym rozsławić moją małą ojczyznę. (gazeta.pl)
Kurier Brzeski Nr 33 z 17 września 2008 r
Jan Milun po raz kolejny zorganizował wielki koncert – tym razem został on poświęcony Odsieczy Wiedeńskiej – wiktorii oręża polskiego w jej 325 rocznicę. Koncert odbył się w jasnogórskiej bazylice 12 września br. u stóp Matki Boskiej Częstochowskiej w święto Imienia Maryi upamiętniając to wielkie wydarzenie – jak również pobyt na Jasnej Górze króla Jana III Sobieskiego. Koncert odbywał się pod patronatem Prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz ks biskupa polowego Wojska Polskiego gen. dyw. dr hab. Tadeusza Płoskiego, a także Ojca Generała paulinów Izydora Matuszewskiego, Ojca Przeora Romana Majewskiego i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego. W jubileuszowym roku 700 lecia ustanowienia jasnogórskiego sanktuarium przez Stolicę Apostolską hejnałem jasnogórskim w wykonaniu zespołu Paulinów rozpoczął się ten niezwykły wieczór muzyczny. Potem średniowiecznym hymnem Gaude Mater Polonia w wykonaniu połączonych chórów oraz Marszem na cześć króla Jana III Sobieskiego Wiedeńska Odsiecz” w wykonaniu ReprezentacyjnejOrkiestry Wojska Lądowych RP – rozpoczęły się obchody 325 rocznicy. W koncercie wzięło udział 400 wykonawców, dyrygentów, solistów, chórzystów i muzyków.
Odbywał się on pod hasłem „Venimus, vidimus, Deus vicit” i był transmitowany był przez Telewizję Polonia oraz Telewizję TRWAM.
Niestrudzony organizator wielkich narodowych koncertów, ambasador polskiej kultury poza granicami kraju Jan Milun, brzeżanin, bostończyk, z urodzenia wilnianin jako prezes Towarzystwa Muzycznego im. Stanisława Moniuszki w Bostonie nieodmiennie od szeregu lat pozostając w narodowej służbie ciągle zdolny jest skupić serca i umysły wybitnych polskich i zagranicznych muzyków, kompozytorów, śpiewaków, instrumentalistów, chórzystów tworząc przestrzeń do spotkania się i uświęcenia nietuzinkowych zdarzeń jak kolejne okrągłe rocznice pontyfikatu Jana Pawła II, pamięć kard Stefana Wyszyńskiego czy teraz tę nieco zapomnianą ale jakże przecież podniosłą rocznicę niezwykłego w dziejach Polski zwycięstwa odniesionego w obronie chrześcijańskiej Europy.
Lecz nie tylko te wielkie, narodowe idee, pamięć największego Polaka, wdzięczność dla ojca duchowego narodu – prymasa tysiąclecia jest gwarantem sukcesu przedsięwzięcia, jakie Jan Milun zwykł brać na swoje barki organizując wielkie koncerty – lecz sukcesem są one same w sobie, jako dzieła muzyczne. Zwykle są również dużym wydarzeniem artystycznym. Koncerty Jana Miluna – z reguły zawierają wykonania dzieł starych, wielce zasłużonych ale są także okazją do prezentacji dzieł muzycznych nowo skomponowanych. Tym razem także w programie znalazły się prawykonania, specjalnie na tę okoliczność stworzonych dzieł.
Jasnogórski koncert zorganizowany na wysokim poziomie muzycznym urzekł swoim rozmachem, wizją, a niosąc ze sobą wielki ładunek przeżyć estetycznych, muzycznych, religijnych i patriotycznych stał się wydarzeniem, dla wszystkich, którzy specjalnie na te uroczystość na Jasną Górę przybyli.
Koncerty Jana Miluna to bez wątpienia wielkie koncerty robione ku pokrzepienia serc, ku radości i dumy, ale także ku głębokiej refleksji, zadumie nad naszymi powinnościami, obowiązkami i ciążącym posłannictwie.
Stąd niekłamana wdzięczność rodzi się za tego rodzaju działalność dla Jana Miluna, stąd liczne podziękowania dla niego od znaczących osobistości, dyplomatów, duchownych z Polski, spoza kraju własnego i przybranego, jakim pozostały Stany Zjednoczone, gdzie mieszka i pracuje od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.
Jolanta Krzewicka
Kurier Brzeski Nr 33 z września 2008 r
„Venimus, vidimus, Deus vicit”
W
jubileuszowym roku 700 lecia ustanowienia jasnogórskiego sanktuarium przez Stolicę Apostolską hejnałem jasnogórskim w wykonaniu zespołu Paulinów rozpoczął się ten niezwykły wieczór muzyczny. Potem
średniowiecznym hymnem Gaude Mater Polonia w wykonaniu połączonych chórów oraz Marszem na cześć króla Jana III Sobieskiego Wiedeńska Odsiecz” w wykonaniu ReprezentacyjnejOrkiestry Wojska Lądowych RP – rozpoczęły się obchody 325 rocznicy. W koncercie wzięło udział 400 wykonawców, dyrygentów, solistów, chórzystów i muzyków.
Odbywał się on pod hasłem „Venimus, vidimus, Deus vicit” i był transmitowany był przez Telewizję Polonia oraz Telewizję TRWAM.
Jan Milun po raz kolejny zorganizował wielki koncert – tym razem został on poświęcony Odsieczy Wiedeńskiej – wiktorii oręża polskiego w jej 325 rocznicę. Koncert odbył się w jasnogórskiej bazylice 12 września br. u stóp Matki Boskiej Częstochowskiej w święto Imienia Maryi upamiętniając to wielkie wydarzenie – jak również pobyt na Jasnej Górze króla Jana III Sobieskiego. Koncert odbywał się pod patronatem Prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz ks biskupa polowego Wojska Polskiego gen. dyw. dr hab. Tadeusza Płoskiego, a także Ojca Generała paulinów Izydora Matuszewskiego, Ojca Przeora Romana Majewskiego i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego.
KOMITET HONOROWY I GOSCIE
Brzeg z lotu ptaka
Zamek Piastów Śląskich w Brzegu
Wystawa ubiorów Piastów Śląskich w Zamku Piastów Śląskich w Brzegu
Zamek Piastów Śląskich w Brzegu
Dworski ubiór Piastów Śląskich
Jerzy IV Wilhelm, (ur. 29 września 1660 w Oławie, zm. 21 listopada 1675 w Brzegu) – książę legnicko-wołowsko-brzeski. Był ostatnim księciem ze śląskiej linii Piastów i całej dynastii, synem księcia Chrystiana i jego żony Ludwiki Anhalckiej.
Jego ojciec, który spędził wiele lat na emigracji w Rzeczypospolitej podczas wojny trzydziestoletniej, a po abdykacji Jana Kazimierza myślał o ubieganiu się o tron Polski, chciał początkowo nadać synowi imię Piast, jednak sprzeciwiło się temu duchowieństwo kalwińskie utrzymując, że odczytano by to jako nawrót do pogaństwa. Ojciec jednak dbał o to, aby syn mówił po polsku i nosił polskie szaty.
Jerzy Wilhelm wobec śmierci w 1663 i 1664 r. swoich stryjów Jerzego III Brzeskiego i Ludwika IV Legnickiego został jedynym spadkobiercą ojca w rozległym w dalszym ciągu księstwie legnicko-brzeskim. W związku z czym od młodych lat odbierać zaczął staranne wykształcenie. Nad jego wychowaniem czuwali marszałek legnickiego dworu Fryderyk Bohme, oraz lekarz Henryk Martini. Młody książę wyniósł z tego pierwszego okresu edukacji doskonałą znajomość języków: niemieckiego, francuskiego i łaciny (potrafił jednak porozumieć się także po włosku, hiszpańsku i po polsku), próbowano też zainteresować ostatniego Piasta teologią, filozofią i retoryką.
W roku śmierci ojca (1672) Jerzy Wilhelm został wysłany przez matkę na studia do Frankfurtu nad Odrą. Nauki jednak nie ukończył. Przeszkodą stała się tutaj niechęć protestanckich stanów legnicko-brzeskich do przedłużającej się regencji matki księcia, Ludwiki, wspierającej coraz bardziej otwarcie przybywających na dwór katolików (prawdziwym skandalem stała się sprawa poślubienia przez starszą siostrę księcia Karolinę katolickiego arystokraty z rodu Holstein-Sonderburg-Wiesenburg).
Do formalnego przejęcia władzy doszło 14 marca 1675. Miesiąc wcześniej Jerzy Wilhelm był obecny na dworze cesarza rzymsko-niemieckiego Leopolda I w Wiedniu, gdzie złożył uroczysty hołd lenny. Ludwika Anhalcka zmuszona przez niechętnych jej poddanych usunęła się do otrzymanej po mężu oprawy wdowiej w Wołowie. Dobrze zapowiadające się rządy Jerzego Wilhelma przerwał nagły zgon księcia. Powodem śmierci piętnastoletniego Piasta była silna gorączka, jakiej nabawił się na polowaniu, na które udał się pomimo niewyleczonej ospy[2]. Stało się to w Brzegu 21 listopada 1675. Książę został pochowany w kościele Świętego Jana w Legnicy. Księstwo legnicko-brzeskie wobec śmierci ostatniego Piastowicza stało się częścią domeny cesarskiej i to pomimo zgłoszenia pretensji do spadku ze strony stryja Jerzego Wilhelma – Augusta hrabiego Legnickiego. Wołów do 1680 r. pozostał w rękach Ludwiki Anhalckiej. W 1707 r. zmarła jej córka Karolina, ostatnia Piastówna.
Joachim Fryderyk (ur. 29 września 1550 w Brzegu (?) – książę brzeski z dynastii Piastów. Syn księcia brzeskiego Jerzego II i Barbary Hohenzollern, córki elektora brandenburskiego Joachima II Hektora. Ojciec księcia brzeskiego Jana Chrystiana i księcia legnickiego Jerzego Rudolfa.
Joachim Fryderyk zmarł 25 marca 1602 w Brzegu. 7 maja tego roku został pochowany w tamtejszym kościele zamkowym pw. św. Jadwigi.
zmarła 11 listopada 1605, a jej ciało spoczęło u boku męża.
Jan Chrystian – drugi syn Joachima Fryderyka i Anny Marii anhalckiej – urodził się 28 sierpnia 1591 na zamku w Oławie. Dwa tygodnie później, 14 września, w tamtejszym kościele śś. Piotra i Pawła miał miejsce jego chrzest, na którym otrzymał imiona po stryju Janie Jerzym i wuju Chrystianie von Anhalt-Dessau.
25 marca 1602 zmarł jego ojciec, Joachim Fryderyk. Jan Chrystian miał wówczas niepełne jedenaście lat, zaś jego brat, Jerzy Rudolf, był w wieku siedmiu lat, dlatego rządy regencyjne w ich imieniu w księstwie legnicko-brzeskim objęła ich matka, Anna Maria. Kiedy trzy lata później zmarła i ona, odtąd regencję w księstwie sprawował mąż ich ciotki, Elżbiety Magdaleny, książę oleśnicki Karol II Podiebrad.
Jerzy III (ur. 4 września 1611 w Brzegu, zm. 4 lipca 1664 w Brzegu) – książę brzeski i legnicki. Syn księcia brzeskiego Jana Chrystiana i Doroty Sybilii brandenburskiej, starszy brat Ludwika IV i Chrystiana. W 1639 po śmierci ojca Jana Chrystiana wraz z braćmi objął władzę w księstwie brzeskim. Po śmierci stryja Jerzego Rudolfa w 1653 bracia odziedziczyli także księstwo legnickie. Rok później (w 1654) bracia podzielili posiadane włości, w wyniku czego Jerzy III został samodzielnym księciem brzeskim. Po śmierci Ludwika IV w 1663, wraz z bratem Chrystianem objął panowanie nad księstwem legnickim.
Jerzy III był dwukrotnie żonaty. Pierwszą żoną była poślubiona 23 lutego 1638 w Bierutowie Zofia Katarzyna, córka Karola II z Podiebradu ks. oleśnicko-ziębickiego. Z małżeństwa tego pochodziła córka Dorota Elżbieta (1646-1691), wydana w 1663 za mąż za Henryka hrabiego von Nassau-Dillenburg. Zofia Katarzyna zmarła 21 marca 1659. Już w październiku 1660 Jerzy III ożenił się powtórnie – z Elżbietą Marią Karoliną von Simmern, która zmarła w maju 1664.
12 grudnia 1610 w Berlinie Jan Chrystian poślubił Dorotę Sybillę, brata elektora Brandenburgii Jana Zygmunta a córkę nieżyjącego elektora Brandenburgii Jana Jerzego z dynastii Hohenzollernów. Jako posag małżonka brzeskiego Piasta wniosła 30 000 talarów. 30 grudnia młodzi małżonkowie przybyli do Legnicy, gdzie mieszkali przez rok, skąd 6 grudnia 1611 przenieśli się do Brzegu. Dorota Sybilla zmarła tamże 9 marca 1624 po ponad czternastu latach małżeństwa, w czasie którego wydała na świat trzynaścioro dzieci. Jej ciało 14 maja 1625 zostało złożone w kościele zamkowym pw. św. Jadwigi w Brzegu.
<!more–>
Wspominając Wielkiego Prymasa
kard. Henryk Gulbinowicz
Wdzięczny jestem Panu Bogu za to, że dał mi łaskę spotkania z kardynałem Stefanem Wyszyńskim – wielką osobowością, niezłomnym Prymasem Polski, gorliwym kapłanem i biskupem oraz wyjątkowym Polakiem, a dziś już Sługą Bożym. Jako młody ksiądz pierwsze lata mojej pracy duszpasterskiej przeżywałem, obserwując z daleka jego losy. Wraz z całym Kościołem w Polsce bolałem nad jego uwięzieniem, oczekiwałem na jego powrót do Warszawy i Gniezna, wsłuchiwałem się potem w jego bardzo wyraziste i tak bardzo wówczas aktualne i niezwykle potrzebne nauczanie.
Pamiętam potem swoje liczne z nim spotkania, zwłaszcza to, gdy zwiastował mi wolę Ojca Świętego Pawła VI, bym pełnił posługę biskupią, najpierw w Białymstoku, a następnie we Wrocławiu. On też udzielał mi święceń biskupich, a potem przez jedenaście lat współpracowaliśmy razem w ramach Konferencji Episkopatu Polski.
Księdzu prymasowi Wyszyńskiemu Opatrzność Boża wyznaczyła dwa podstawowe zadania w jego posłudze pasterskiej. Pierwszym było przeprowadzenie polskiej społeczności narodowej i kościelnej przez tragiczny czas “realnego socjalizmu”, drugim – podjęcie zrealizowania przez Kościół w Polsce reform zainicjowanych przez Sobór Watykański II wyznaczający drogi odnowy posługi ewangelizacyjnej Kościoła w dzisiejszym świecie. Wspominając Księdza Prymasa i sposób, w jaki realizował on te zadania – pogłębiam w sobie wiarę, że istotnie Pan Bóg daje wyjątkowych ludzi do posługi w wyjątkowych czasach. Blisko współpracując i obserwując prymasa Wyszyńskiego widziałem wyraźnie pewne jego cechy człowieka, kapłana i biskupa, które pomagały mu w realizacji powierzonej mu misji.
Pamiętać trzeba, że ksiądz profesor Stefan Wyszyński w okresie międzywojennym był jednym z najwybitniejszych polskich znawców marksizmu, autorem licznych krytycznych publikacji oceniających tę ideologię z punktu widzenia nauki Kościoła. Nie wiedział oczywiście wtedy, jako młody ksiądz we Włocławku, że przez owe prace studialne i praktyczne doświadczenie zdobywane podczas działalności chrześcijańsko-społecznej wśród robotników tego bardzo “czerwonego” miasta przygotowywany był do funkcji najwyższego pasterza Kościoła w Polsce w czasach, gdy marksizm stał się oficjalnie obowiązującą doktryną i fundamentem systemu politycznego.
Dzięki swoim doświadczeniom nie miał jednak żadnych złudzeń co do tego, że socjalizm marksistowski nie rozwiąże jakichkolwiek problemów społecznych. Dziś to już wszyscy wiemy, ale wówczas, gdy system ten był jeszcze mocny, takie przekonanie nie było powszechne, wielu późniejszych bardzo głośnych opozycjonistów początkowo wcale przecież nie mówiło o odrzuceniu tego systemu, a tylko o jego reformowaniu. Ksiądz Prymas wiedział natomiast i często o tym mówił nam, choć nie zawsze mógł to robić publicznie, że system, który oparty jest na kłamstwie i przemocy musi upaść. Co więcej, w jakiejś proroczej wizji podkreślał, że upadek tego systemu rozpocznie się w Polsce.
Wielką zasługą Prymasa Tysiąclecia – bo tak nazwaliśmy go już my, jemu współcześni – było powolne pozbawianie władzy, która była wszak z obcego nadania, monopolu na kształtowanie stosunków społecznych w Polsce. Dobrze znał chrześcijańską specyfikę naszego narodu i nauczanie społeczne Kościoła. Wtedy, gdy z powodu postawy władz politycznych nauczanie to nie mogło być powszechnie popularyzowane, Ksiądz Prymas przepowiadał je w swoich kazaniach, listach pasterskich oraz programach duszpasterskich, zwłaszcza w ramach Wielkiej Nowenny, Sacrum Poloniae Millennium, pierwszej peregrynacji obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, Społecznej Krucjaty Miłości i innych. Pamiętam zwłaszcza wielkie uroczystości milenijne, które gromadziły, po raz pierwszy w powojennej historii narodu, tak ogromne rzesze wiernych, ale i ludzi stojących nieco z dala od Kościoła. Ksiądz Prymas skupił wówczas ogromną większość narodu wokół wartości niezwykle mu bliskich.
Dzięki takiej postawie Kardynał Wyszyński kształtował klimat duchowej, wewnętrznej wolności wobec wszechobecnej wówczas propagandy. Czynił to na długo przed tym, zanim można było mówić o wolności strukturalnej. To nie była wszak tylko posługa w obronie Kościoła, ale także w obronie praw każdego człowieka, o czym nie zawsze i nie wszędzie chce się dziś pamiętać, gdy myśli się i mówi o korzeniach naszego wybijania się ku wolności. Pan Bóg dał mu łaskę doczekania początków przemian społecznych w naszej Ojczyźnie, które były pewnym spełnieniem całej jego posługi duszpasterskiej, tej prowadzonej przed wojną w ramach ruchu chrześcijańsko-społecznego, jak i tej powojennej, biskupiej prowadzonej w Lublinie, Gnieźnie i Warszawie. Jednocześnie oszczędził mu także późniejszych doświadczeń narodu związanych z wprowadzeniem stanu wojennego i wewnętrznych sporów związanych z zagospodarowywaniem przestrzeni odzyskanej wolności. Kiedy dziś patrzę na jego wielką rolę w tym zakresie, widzę jakby Wielkiego Prymasa doprowadzającego nas do wrót wolności i wskazującego drogę ku przyszłości, którą tyle razy określał nam w swoim nauczaniu.
Na czas posługi pasterskiej kardynała Stefana Wyszyńskiego przypadło też wielkie dzieło Vaticanum II, które postawiło i przed naszym Kościołem w Polsce pytanie o najgłębszy sens proponowanych zmian w życiu kościelnym i skuteczne ich przeprowadzenie w naszych konkretnych warunkach. Istotą przesłania Soboru było – jak wiadomo – szersze otwarcie się Kościoła na świat, by lepiej zrozumieć problemy ludzi w tym świecie żyjących i skutecznie odpowiadać na nie zgodnie z przesłaniem Ewangelii. Dla nas, Polaków, ten zewnętrzny świat – to był wówczas świat walczącego, urzędowego ateizmu. Reforma posoborowa Kościoła wymagała więc od biskupów szczególnej mądrości. Ksiądz Prymas przede wszystkim uczynił sprawę Soboru – sprawą całego społeczeństwa katolickiego w naszym kraju i związał ją z tak żywym wśród nas kultem maryjnym. Pamiętamy czuwania soborowe, księgi soborowych czynów dobroci, pielgrzymki parafialne na Jasną Górę w intencji Soboru. Był to nasz oryginalny, nadprzyrodzony wkład w dzieło Vaticanum II, wkład, który na taką skalę nie miał odpowiednika gdzie indziej. To wszystko integrowało wiernych wokół tego najważniejszego w ostatnich dziesięcioleciach wydarzenia kościelnego, podkreślało jego znaczenie, zapewniało mu zaplecze solidnej modlitwy i uczyło świeckich tak bardzo postulowanej przez Sobór odpowiedzialności za Kościół. Za tymi inicjatywami duszpasterskimi szły następnie posunięcia organizacyjne, prawne, zawsze przemyślane, nigdy pochopne, dzięki czemu uniknęliśmy zamętu, który stał się, niestety, udziałem wielu Kościołów lokalnych na Zachodzie. Pamiętam, jak wiele troski o te sprawy, o mądrą realizację Soboru wykazywał kardynał Stefan Wyszyński podczas kolejnych posiedzeń Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski oraz Rady Głównej.
Swoją posługę biskupią Ksiądz Prymas realizował w strukturach własnego narodu. Poczucie przynależności do wspólnoty narodu polskiego było w nim bardzo silne. Widać to bardzo jasno w wielu jego przemówieniach, kazaniach, listach pasterskich. W jednym z kazań mówił: “Wywodzę się z pnia rodzinnego ziemi polskiej. Nie masz w moim skromnym rodzie ani jednego, który by sprzeniewierzył się Bogu i narodowi”. Był patriotą w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jego bezkompromisowe przeciwstawianie się wpływom obcej ideologii, jaką był marksizm, związane było nie tylko z wiernością nauczaniu kościelnemu, ale także z troską o tożsamość ojczystego domu. Także mądremu wprowadzaniu w życie uchwał soborowych towarzyszyła świadomość silnego związku Kościoła z narodem, co nie pozwalało na ryzykowne eksperymentowanie, które mogłoby osłabić zarówno sam Kościół, jak również jego wiarygodność w oczach społeczeństwa i ów zakorzeniony w historii wzajemny związek Kościoła i narodu.
Ksiądz prymas Wyszyński miał głębokie zrozumienie dla właściwego ukształtowania dziedzictwa narodu, szacunek dla jego przeszłości i profetyczną wizję przyszłości. Mogłem się o tym przekonać najpierw na ziemiach wschodnich, jako rezydujący w Białymstoku biskup skrawka archidiecezji wileńskiej, który po wojnie pozostał nadal w granicach polskich, a potem jako biskup wrocławski na ziemiach zachodnich. W odniesieniu do obu tych terytoriów, gdzie także nierzadko sam sprawował posługi biskupie, Ksiądz Prymas odwoływał się do najwartościowszych kart naszej historii, wydobywając zeń to wszystko, co było w oficjalnej historiografii przemilczane, a co umacniać mogło świadomość naszej dumy narodowej i odpowiedzialności za sprawę Ojczyzny. Takim go też pamięta społeczeństwo Dolnego Śląska. Zmarły Prymas przez wszystkie lata służby Kościołowi i narodowi otaczał sprawy Ziem Zachodnich, naszych ziem, niezwykłą troską. Dbał serdecznie, by umacniało się tu i rozwijało jak najbujniej życie narodowe i kościelne. Jego zdecydowane stanowisko i wytrwałe starania przyniosły skutki na forum międzynarodowym i przyczyniły się w sposób istotny do ostatecznej kanonicznej stabilizacji Kościoła na piastowskim zachodzie.
Prymasowi Wyszyńskiemu wiele zawdzięcza Kościół w Polsce i cała nasza Ojczyzna. Trwa on także w mojej pamięci jako ktoś, kto niewątpliwie wycisnął swoje dobre piętno również i na mojej formacji kapłańskiej i biskupiej. Ufam, że dziś, gdy rozpoczął się już jego proces beatyfikacyjny, wspiera nas dalej, w tajemnicy świętych obcowania, w rozwiązywaniu naszych trudnych kościelnych i narodowych spraw.
kard. Henryk Gulbinowicz
Z książki “Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński (1901-1981)”, Warszawa 2000
3 sierpnia mija sto lat od urodzin kard. Stefana Wyszyńskiego, którego Ojciec święty określił powszechnie dziś już przyjętym mianem “Prymasa Tysiąclecia”. Jubileusz ten jest okazją do przypomnienia wyjątkowej Postaci, której naród nasz i Kościół w Polsce zawdzięcza bardzo wiele. Ogłoszenie przez Sejm Rzeczpospolitej bieżącego roku “Rokiem kardynała Wyszyńskiego” jest dodatkowym motywem dla przypomnienia osoby Księdza Prymasa, która zwłaszcza dla młodego pokolenia staje się coraz bardziej wyłącznie postacią historyczną. Poznanie i odnowione spojrzenie na dzieje życia prymasa Stefana Wyszyńskiego jest też wspominaniem trudnych czasów, w których żył i impulsem do mądrego podejmowania wcale niełatwych wyzwań ukierunkowanych ku przyszłości.
Ksiądz Prymas urodził się 3 sierpnia 1901 roku w Zuzeli koło Ostrowi Mazowieckiej jako drugie dziecko Stanisława i Julianny z domu Karp. Kształcił się w szkole powszechnej w Zuzeli i Andrzejewie, w Gimnazjum imienia Wojciecha Górskiego w Warszawie, następnie w Łomży oraz w gimnazjum i seminarium duchownym we Włocławku. Po otrzymaniu tam 3 sierpnia 1924 roku święceń kapłańskich był wikariuszem w katedrze włocławskiej, redaktorem dziennika “Słowo Kujawskie” i prefektem w szkole wieczorowej dla dorosłych we Włocławku.
W latach 1925-1930 ks. Stefan Wyszyński studiował ekonomię i socjologię chrześcijańską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, uzyskując tam tytuł doktora z zakresu prawa kanonicznego. Następnie odbył podróż naukową do Austrii, Włoch, Francji, Belgii, Holandii i Niemiec, mającą na celu zapoznanie się z rozwojem katolicyzmu społecznego w Europie. W latach 1930-1939 był wikariuszem w Przedczu i Włocławku, sekretarzem tamtejszego Liceum imienia Piusa X, profesorem katolickiej nauki społecznej w seminarium duchownym we Włocławku, dyrektorem Diecezjalnych Dzieł Misyjnych i Chrześcijańskiego Uniwersytetu Robotniczego oraz redaktorem naczelnym “Ateneum Kapłańskiego”. Prowadził Sodalicję Mariańską ziemian Ziemi Kujawsko-Dobrzyńskiej, działał też w Chrześcijańskich Związkach Zawodowych oraz w Katolickim Związku Młodzieży Robotniczej. Był również członkiem Rady Społecznej przy Prymasie Auguście Hlondzie.
W okresie międzywojennym późniejszy Prymas Polski był jednym z najbardziej znanych naukowców i popularyzatorów zasad nauczania społecznego Kościoła. W publikacjach z tego okresu wyprzedzał swój czas pełniejszym rozumieniem tego nauczania i zaangażowania społecznego Kościoła niż to, jakie dominowało w praktyce tamtego okresu, podkreślając bardziej teologiczny charakter tego nauczania. Był jednym z prekursorów na gruncie polskim powstania i rozwoju teologii społecznej oraz teologii rzeczywistości ziemskich, w świetle której zaangażowanie społeczne chrześcijan rozumiane jest jako fragment fundamentalnej misji ewangelizacyjnej Kościoła.
W swych publikacjach ks. Stefan Wyszyński zajmował się zwłaszcza problematyką życia robotniczego, bezrobocia, wychowania młodzieży, oświaty, moralności publicznej, był też propagatorem większego zaangażowania społecznego duszpasterzy oraz popularyzatorem idei Akcji Katolickiej. Opublikował w tym czasie kilka ważnych książek, m.in. Główne typy Akcji Katolickiej za granicą (Lublin 1931), Główne podstawy przebudowy ustroju społecznego (Włocławek 1933), Przemiany moralno-religijne pod wpływem bezrobocia (Włocławek 1937), Zasięg i charakter zainteresowań katolickiej myśli społecznej (Poznań 1937), Stanowisko i zadania duszpasterza wobec współczesnych ruchów społecznych (Płock 1938), Co duszpasterz może zrobić dla urzeczywistnienia ustroju korporacyjnego (Lublin 1939). Był w tym czasie jednym z czołowych znawców w dziedzinie chrześcijańskiej oceny socjalizmu i komunizmu, dokonywanej w świetle katolickiej nauki społecznej. Opublikował z tego zakresu m.in. książki: Katolicki program walki z komunizmem (Włocławek 1937) oraz Inteligencja w straży przedniej komunizmu (Katowice 1939).
Lata wojny i okupacji spędził ksiądz Wyszyński w Kozłówce na Lubelszczyźnie, w Żułowie, a następnie w Laskach koło Warszawy, pełniąc tam obowiązki kapelana zakładu dla ociemniałych oraz prowadząc wykłady na tajnych kompletach. W tym czasie powstała zasadnicza dla zrozumienia jego wizji obecności chrześcijaństwa w życiu społecznym Polski, realizowanej w późniejszej posłudze prymasowskiej praca pt. Miłość i sprawiedliwość społeczna, która z przyczyn cenzuralnych wydana została drukiem dopiero w 1993 roku. Brał udział w Powstaniu Warszawskim jako kapelan Okręgu Wojskowego Żoliborz-Kampinos oraz szpitala powstańczego w Laskach (pseud. Radwan II). Po zakończeniu wojny, w 1945 roku powrócił do Włocławka reaktywując tam seminarium duchowne oraz inicjując wydawanie tygodnika “Ład Boży”.
25 marca 1946 roku ogłoszony został biskupem lubelskim, sakrę biskupią otrzymał 12 maja 1946 roku na Jasnej Górze z rąk kard. Augusta Hlonda. W okresie pełnienia tej funkcji zainicjował nauczanie pasterskie dotyczące problematyki społecznej. Szerokim echem odbiły się zwłaszcza jego listy pasterskie O chrześcijańskim wyzwoleniu człowieka i O katolickiej woli życia. Rozwinął również działalność charytatywną w diecezji lubelskiej, a także przyczynił się do rozwoju KUL jako jego wielki kanclerz. 12 listopada 1948 roku bp Stefan Wyszyński został mianowany arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim oraz prymasem Polski i przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. 12 stycznia 1953 roku mianowany został przez papieża Piusa XII kardynałem. Kapelusz kardynalski oraz tytularny kościół Sanctae Mariae trans Tiberim w Rzymie mógł otrzymać jednak dopiero po wyjściu z więzienia, w roku 1957.
Nowy prymas Polski, objąwszy swój urząd w momencie nasilenia się represji komunistycznych wobec Kościoła i innych niezależnych sił społecznych, stanął w obronie chrześcijańskiej tożsamości narodu, starając się jednak ułożyć poprawne stosunki z władzą państwową. Temu celowi służyło m.in. zawarte w 1950 roku kontrowersyjne porozumienie rządu i Episkopatu, mające na celu obronę praw Kościoła do swobodnego wykonywania jego misji duszpasterskiej. Wobec łamania przez rząd postanowień porozumienia za swą bezkompromisową postawę 25 września 1953 roku został aresztowany i bez wyroku sądowego internowany do 28 października 1956 roku, kolejno w Rywałdzie, Stoczku Warmińskim, Prudniku i Komańczy (zob. Zapiski więzienne, Paryż 1982).
Po wyjściu z więzienia ksiądz prymas Wyszyński podjął w warunkach tzw. realnego socjalizmu inicjatywę chrześcijańskiego odrodzenia religijno- -moralnego społeczeństwa polskiego, zapoczątkowaną Jasnogórskimi Ślubami Narodu Polskiego (1956), rozwiniętą następnie w Wielkiej Nowennie przed Tysiącleciem Chrztu Polski (1957-1966), połączoną z peregrynacją kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, uwieńczoną zaś ogólnopolskimi uroczystościami Sacrum Poloniae Millennium (1966), stanowiącymi pierwszy na tak wielką skalę w powojennej Polsce masowy ruch społeczny niezależny od władz politycznych. Uczestniczył we wszystkich sesjach Soboru Watykańskiego II (1962-1965), koordynując następnie proces reform posoborowych Kościoła w Polsce. W swej działalności pasterskiej zdecydowanie przeciwstawiał się marksistowskiej koncepcji życia społecznego, broniąc godności i praw człowieka, w tym prawa do wolności religijnej, prawa Kościoła w Polsce do swobodnej działalności duszpasterskiej, jednocześnie dążąc do odrodzenia moralnego narodu. W warunkach zewnętrznego zniewolenia przyczynił się do tworzenia klimatu duchowej wolności, w którym mogły dojrzewać również demokratyczne inicjatywy społeczne Będąc symbolem niezależności Kościoła wobec zorganizowanej ateizacji, służył utrzymywaniu tożsamości narodowej w okresie totalitaryzmu marksistowskiego.
Ksiądz Prymas zmarł w Warszawie 28 maja 1981 roku i pochowany został w podziemiach tamtejszej Bazyliki Archikatedralnej. W 1989 roku rozpoczęto jego proces beatyfikacyjny, który zakończono w kraju w roku bieżącym, przekazując zebraną dokumentację do Stolicy Apostolskiej, gdzie nadal trwają przygotowania do oczekiwanego wyniesienia go na ołtarze.















































