Kurier Brzeski

   – najświeższe informacje o tym co dla nas ważne

Czerwiec 1956r

Opolsko-brzeskie wątki poznańskiego Czerwca’56

Zdjęcia i odciski palców aresztowanego Karola Smoczkiewicza.

Źródło: Archiwum IPN Oddział we Wrocławiu.

Fragment planu obrony gmachów Wojewódzkiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa

Publicznego, Komendy Wojewódzkiej MO, polikliniki i poczty głównej w Opolu.

Czerwonymi strzałkami oznaczono kierunki obserwacji, czarnymi strzałkami –

kierunki ostrzału. Lipiec 1956 r. Źródło: Archiwum IPN Oddział we Wrocławiu.

Szkic sytuacyjny – załącznik do planu działań i czynności Powiatowego Urzędu ds.

Bezpieczeństwa Publicznego. Sierpień 1956 r. Źródło: Archiwum IPN Oddział we  Wrocławiu.

55 lat temu, 28 czerwca 1956 r., doszło do pierwszego masowego protestu robotniczego w rządzonej przez komunistów Polsce. Zdesperowani robotnicy poznańscy wyszli na ulice, żądając chleba i wolności. Protest przerodził się w żywiołowe powstanie ludowe przeciwko komunistycznemu aparatowi represji. Wydarzenia te zdynamizowały rozwój sytuacji społecznej w kraju, przyczyniając się częściowej liberalizacji stosunków politycznych. Nie zabrakło w tym dramacie również wątków opolsko-brzeskich. Do dziś nie znamy całej prawdy o pewnym zagadkowym epizodzie z lata 1956 r., związanym personalnie z naszym regionem.

Główną przesłanką poznańskiej rewolty robotniczej z czerwca 1956 r. była materialne niezadowolenie miejscowych środowisk pracowniczych, które już w poprzednich latach występowały z postulatami dotyczącymi spraw płacowych oraz organizacji pracy i zarządzania. Już we wrześniu 1954 i kwietniu 1956 r. w Zakładach im. Stalina w Poznaniu (ZISPO), jak w tamtym czasie nazywały się historyczne Zakłady Cegielskiego, dochodziło na tym tle do milczących protestów. 16 czerwca 1956 r. miały tutaj miejsce krótkotrwałe strajki. Postulaty załogi ZISPO stały się tematem rozmów prowadzonych w Centralnej Radzie Związków Zawodowych, Zarządzie Głównym Związku Zawodowego Metalowców i Ministerstwie Przemysłu Maszynowego.

Początki „odwilży”

W tym samym czasie zaczęły pojawiać się w Polsce coraz wyraźniejsze oznaki politycznej liberalizacji. Przyczyniły się do tego w szczególności audycje Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, rozpowszechniającej szokujące informacje o kulisach życia politycznego w PRL, których źródłem był zbiegły na Zachód w grudniu 1953 r. ppłk. Józef Światło, wysoki funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Władze komunistyczne zmuszone były przynajmniej pozorować wolę zmian w zasadach rządzenia, czego wyrazem była formalna likwidacja MBP w grudniu 1954 r.

Nie mniejszy wpływ na rozwój sytuacji w Polsce i innych krajach bloku komunistycznego miało słynne wystąpienie Nikity Chruszczowa, ówczesnego sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, na XX Zjeździe KPZS, obradującym w lutym 1956 r. W wygłoszonym przez siebie tajnym referacie Chruszczow oficjalnie potępił zbrodnicze praktyki z okresu stalinowskiego, w których skądinąd również sam brał niegdyś czynny udział. Informacje na temat szybko stały się tajemnicą Poliszynela, przyczyniając się do coraz większego fermentu politycznego.

W niedługi czas po XX Zjeździe KPZS, 12 marca 1956 r., zmarł w Moskwie Bolesław Bierut, dotychczasowy I sekretarz Komitetu Centralnego PZPR, czołowy reprezentant „kultu jednostki” w życiu politycznym PRL. W kierownictwie PZPR rozgorzała ostra walka o władzę, sprzyjająca częściowej emancypacji politycznej społeczeństwa. W kwietniu 1956 r. Sejm PRL uchwalił szeroko zakrojoną amnestię, z której skorzystały tysiące dotychczasowych więźniów politycznych.

Ogromny wpływ na rozwój sytuacji politycznej w Polsce i innych krajach bloku komunistycznego wywierało nadal Radio Wolna Europa. Nie ograniczając się do propagandy radiowej, rozgłośnia ta wysyłała na wschód również znaczne ilości balonów z ulotkami, zawierającymi m. in. informacje pochodzące od ppłk. Światły. Wiele takich balotów dotarło także na teren ówczesnego województwa opolskiego. Według szacunków UB, w początkach 1956 r. na teren powiatów brzeskiego, grodkowskiego, namysłowskiego, niemodlińskiego, nyskiego, oleskiego, opolskiego, prudnickiego, raciborskiego i strzeleckiego trafiło w ten sposób łącznie około 1200 ulotek. Do balonowych akcji ulotowych dochodziło również w późniejszym czasie. Na teren województwa opolskiego trafiały również balony z ulotkami w innych językach, m. in. czeskim, węgierskim i rosyjskim. Władze komunistyczne starały się jak najszybciej zbierać ulotki, angażując w tym celu funkcjonariuszy MO, członków ORMO i aktywistów PZPR.

Atmosfera politycznej „odwilży” znajdowała wyraz również w nastrojach społecznych na Opolszczyźnie. Przykładem tego mogą być odnotowane przez UB w maju 1956 r. wypowiedzi lekarzy Kociołka i Boronowicza z Brzegu, wyrażających zadowolenie z faktu, że „wreszcie człowiek będzie mógł mówić, co myśli”. Leon Lech, Franciszek Lech i Paweł Skora, byli żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, zamieszkali w Komorznie w powiecie kluczborskim, stwierdzali z satysfakcją, że wreszcie mogą faktycznie poczuć się obywatelami kraju, do którego powrócili po wojnie. W tym samym czasie pracownicy dyrekcji zakładów ceramicznych w Głubczycach, komentując najnowsze zmiany na stanowiskach partyjnych i ministerialnych, mówili, że „jest to rewolucja, bo dotąd nie było wolno np. posłowi Sejmu zabierać tak krytycznego głosu i to w różnorodnych sprawach”. Wskazywano, że „prasa pisze takie artykuły, że aż włosy dęba stają – co dotychczas było wprost nie do pomyślenia, a teraz krzyczy się na całe gardło”. Wyrażano nadzieję, że „może po tej tak zwanej rewolucji będzie trochę sprawiedliwości i przestrzegania prawa i Konstytucji”.

Na takim tle dochodziło do kolejnych czynów i wystąpień o charakterze opozycyjnym, na co – mimo postępującej „odwilży” – władze komunistyczne, w wypadku wykrycia sprawców, nadal reagowały działaniami represyjnymi. Tak np. 9 maja 1956 r. roztrzaskano doszczętnie popiersie Stalina umieszczone nad kasą biletowo-bagażową na stacji PKP w Koźlu. To samo stało się z gipsowym popiersiem Stalina stojącym w holu stacji PKP w Prudniku. W dniach 23 marca i 16 kwietnia 1956 r. na budynku przy ul. Koraszewskiego w Opolu pojawiły się napisy o treści „Śmierć komunistom” oraz „Stalin morderca”. 14 marca 1956 r. szesnastoletni Piotr Sieroń, pochodzący z Rybnika pracownik zakładów „Rafamet” w Kuźni Raciborskiej, zniszczył wiszący w świetlicy zakładowej portret Bolesława Bieruta. Aresztowanego w związku z tym nastolatka umieszczono w schronisku dla nieletnich w Legnicy.

Na przejawy destalinizacji reagowali szczególnie żywo rolnicy, przymuszani po 1948 r. do wstępowania do spółdzielni produkcyjnych. Oficjalną krytykę praktyk z okresu stalinowskiego zaczęto odbierać w tym środowisku jako sygnał, że nieaktualna stanie się również polityka przymusowej kolektywizacji rolnictwa. Powiatowy Urząd ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Oleśnie meldował w maju 1956 r., że okoliczni chłopi „stają się bardziej agresywni i oporni do budowy Spółdzielni Produkcyjnych […] nawet nie chcą mówić na temat budowy Spółdzielni”. O przystąpieniu do spółdzielni nie chciały mówić nawet takie osoby, które wcześniej wyrażały chęć w tym kierunku. Zaczęły mnożyć się wypowiedzi i deklaracje rolników w sprawie wystąpienia ze spółdzielni produkcyjnych.

Rewolta

Nadzieje związane z widocznymi postępami liberalizacji w połączeniu z narastającą  frustracją ekonomiczną środowisk pracowniczych wytworzyły iście wybuchową mieszankę, do zapalenia której mogła wystarczyć nawet drobna iskra. Rolę detonatora odegrało aroganckie zachowanie przedstawicieli władz centralnych, przybyłych do Poznania 27 czerwca 1956 r.

Rankiem 28 czerwca 1956 r. załoga ZISPO zastrajkowała i wyruszyła do centrum miasta, by publicznie zamanifestować swoje niezadowolenie. Do manifestacji dołączyli robotnicy z Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego i wielu innych przedsiębiorstw. Żądano przyjazdu premiera Józefa Cyrankiewicza. Przysłowiowej oliwy do ognia dolała informacja o dokonanym dzień wcześniej aresztowaniu jednego z organizatorów strajku w ZNTK. Informacja ta szybko przerodziła się w budzącą wielkie emocje, nieprawdziwą informację o aresztowaniu delegatów ZISPO.

Manifestanci „rozbili” więzienie przy ul. Młyńskiej, uwalniając stamtąd ponad 250 więźniów. Zaatakowano również siedzibę Wojewódzkiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie padły pierwsze strzały. Dokonano też zniszczenia urządzeń służących do zagłuszania audycji nadawanych przez Radio Wolna Europa i inne zachodnie rozgłośnie radiowe. W późnych godzinach popołudniowych uzbrojona grupa demonstrantów zjawiła się w kolonii więziennej w Mrowinie koło Poznania. Przejęto znajdującą się tam broń i amunicję oraz nakazano uwolnienie więźniów. Kierownictwo kolonii pozostawiło skazanym wolną rękę i 17 więźniów skorzystało z okazji do ucieczki.

Przerażone rozwojem sytuacji władze komunistyczne wprowadziły do akcji duże ilości wojska, nad którym objął dowództwo gen. Stanisław Popławski, jeden z licznych w tym czasie sowieckich wojskowych w polskich mundurach. Do ogarniętego rewoltą Poznania ruszył m. w szczególności 2. Korpus Pancerny, szkolący się w tym czasie na poligonie w Biedrusku. W jego składzie znajdowała się również 10. Sudecka Dywizja Pancerna, której dowództwo mieściło się na co dzień w Opolu. Dywizja ta wkroczyła do Poznania o godzinie 20. Jeden z jej oficerów opowiadał później pewnemu mieszkańcowi Wójtowej Wsi, że „gdyby robotnicy zdobyli radiostację, to rozruchy objęłyby również Warszawę, Łódź i Kraków, a także wybuchłyby w Czechosłowacji, Węgrzech i Bułgarii”. Donoszący o tym informator „Czarny”, współpracujący z Powiatowym Urzędem ds. BP w Opolu, wspomniał też o szeroko rozpowszechnionej w tamtym czasie pogłosce, jakoby „wojsko, które strzelało do robotników, to było przebrane rosyjskie”.

Walki na terenie miasta trwały zasadniczo do godzin porannych 29 czerwca 1956 r. Strzały było słychać jednak jeszcze następnej nocy, ponieważ niejeden z uczestników rewolty próbował z bronią w ręku bronić się przed aresztowaniem.

Dramatyczne wydarzenia w Poznaniu odbiły się głośnym echem w kraju i za granicą. Znacznie przyczynił się do tego fakt, że doszło do nich akurat w trakcie Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Rzekomy uciekinier

Niechlubny udział 10. Sudeckiej Dywizji Pancernej w tłumieniu poznańskiej rewolty robotniczej nie jest jedynym opolskim wątkiem dramatycznej historii ówczesnych wydarzeń. Na szczególną uwagę zasługują również zagadkowe losy Karola Smoczkiewicza, późniejszego przewodniczącego opolskiej „Solidarności” rzemieślniczej.

Pochodzący z przedwojennych polskich kresów wschodnich i zamieszkały od 1951 r. w Brzegu Karol Smoczkiewicz, były żołnierz AK, został w 1953 r. skazany na karę 13 lat więzienia za rzekome założenie lokalnej struktury konspiracyjnego związku Rzeczpospolita Polska Walcząca. W rzeczywistości nie prowadził on zarzucanej mu działalności, a jego aresztowanie przez UB było efektem prowokacji, w której ważną rolę odegrał agent-informator o pseudonimie „Pilny”, znający osobiście Smoczkiewicza z okresu wspólnej działalności w AK na kresach wschodnich.

Smoczkiewicz odbywał początkowo karę w ciężkim więzieniu we Wronkach. W początkach maja 1955 r. przeniesiono go jednak do więziennej kolonii rolnej w Mrowinie pod Poznaniem. Tam też zastały go wydarzenia poznańskiego Czerwca’56. Gdy do kolonii przybyli uzbrojeni demonstranci, część jego towarzyszy niedoli skorzystała z możliwości ucieczki. Smoczkiewicz wolał jednak nie ryzykować. Według jego własnej relacji z 1986 r. obawiał się on, że ma że ma do czynienia z prowokacją, i wolał nie narażać się w sytuacji, gdy po dwóch kolejnych amnestiach pozostała mu już tylko niewielka część kary do odbycia (według zachowanego dokumentu z 13 czerwca 1956 r., miał on zakończyć odbywanie kary w styczniu następnego roku).

Mimo to, według tejże relacji, władze komunistyczne obwiniły Smoczkiewicza o organizowanie buntu więźniów. Pod tym pretekstem przewieziono go do aresztu śledczego w Poznaniu, gdzie Smoczkiewicz rozpoczął głodówkę protestacyjną.

Co jeszcze dziwniejsze, w lipcu 1956 r. Wojewódzki Urząd ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu wszczął oficjalnie poszukiwanie Smoczkiewicza, który rzekomo „został wypuszczony przez prowokatorów i zbiegł w nieznanym kierunku”. W związane z tym działania zaangażowała się Powiatowa Delegatura ds. BP w Pleszewie, odpowiedzialna z rejon, w którym rzekomo miał ukrywać się zbiegły Smoczkiewicz. Jeden jej z informatorów miał podobno w dniu 21 lipca 1956 r. spotkać „w Strzyżowie Smoczkiewicza Karola z bronią w ręką wraz z dwoma innymi osobami”. W poszukiwania Smoczkiewicza włączył się również Powiatowy Urząd ds. BP w Brzegu. Jeszcze w początkach drugiej połowy sierpnia 1956 r. w opracowanym tam wówczas planie przedsięwzięć operacyjnych wymieniono na poczesnym miejscu sprawę „Smoczkiewicza Karola, byłego więźnia, wypuszczonego w czasie prowokacji z więzienia w Poznaniu, a niebezpiecznego bandyty i konspiratora w nielegalnych organizacjach”. Planowane działania miały obejmować systematyczną obserwację żony Smoczkiewicza z wykorzystaniem posiadanej sieci agenturalnej PU ds. BP w celu ustalenia,  czy poszukiwany „nie zamierza przybyć oraz czy żona jego nie zamierza kontaktować się z wymienionym”. Sprawa wygląda tym osobliwiej, że według innych materiałów UB wszyscy uciekinierzy z kolonii w Mrowinie zostali ujęci już do 15 lipca 1956 r. (informacja taka została podana w obszernej notatce o wypadkach poznańskich, sporządzonej z datą 14 sierpnia 1956 r. przez WU ds. BP w Poznaniu na użytek Komitetu ds. BP).

W późniejszych materiałach SB nie znajdujemy żadnych wzmianek na temat rzekomej ucieczki Smoczkiewicza z więzienia w Mrowinie i jego późniejszego ujęcia przez władze komunistyczne. Oficjalnie został on zwolniony z więzienia we wrześniu 1956 r. w związku z dalszą liberalizacją sytuacji politycznej w kraju. Można w tej sytuacji jedynie snuć domysły na temat tego, co faktycznie kryło się za prowadzonymi w lipcu 1956 r. „poszukiwaniami” Karola Smoczkiewicza. Przypuszczalnie mamy tu do czynienia z jakiegoś rodzaju „kombinacją operacyjną”, której ukrytego sensu być może nigdy już nie uda się wyjaśnić wobec szczątkowego tylko zachowania się odnośnych dokumentów.

Sam Smoczkiewicz sugerował, że komunistyczna bezpieka przy różnych okazjach wysługiwała się jego sobowtórem. Sugestie te brzmią dość fantastycznie i między innymi z tego powodu relacje zmarłego w 1998 r. Smoczkiewicza bywały niegdyś traktowane z dużą dozą rezerwy. Szereg innych, nie mniej niewiarygodnie brzmiących, informacji Smoczkiewicza znalazło jednak z czasem pełne potwierdzenie w zachowanych materiałach UB i SB. Przykładem tego mogą być informacje o agenturalnej roli „Pilnego”, jego wieloletniego adwersarza, który – według Smoczkiewicza – miał oddać usługi bezpiece również podczas wypadków poznańskich w 1956 r., a następnie w latach 1968-1969, gdy na zlecenie SB wyjeżdżał do Czechosłowacji.

„Pilny” przychodzi w sukurs poznańskiej bezpiece

Jak wynika z zachowanych dokumentów, przedziwny zbieg okoliczności (?) sprawił,  że również „Pilny” znalazł się wśród uczestników poznańskiego dramatu z  czerwca 1956 r.   Jako osoba biegle władająca językiem niemieckim został on wysłany na Międzynarodowe Targi Poznańskie, gdzie miał realizować zadania wywiadowcze na rzecz Wydziału II Wojewódzkiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Opolu. Gdy doszło do robotniczych wystąpień, „Pilny”, według własnej relacji, spontanicznie podjął działania w interesie swoich mocodawców, próbując odwodzić demonstrantów od zamiaru zaatakowania siedziby WU ds. BP, w związku z czym został ponoć dwukrotnie poturbowany. W datowanej 29 kwietnia 1957 r. charakterystyce informatora ps. „Pilny” por. Czesław Kamiński, starszy oficer operacyjny Grupy I Wydziału III Komendy Wojewódzkiej MO w Opolu, pisał: „Wymieniony informator w ubiegłym roku był delegowany na Międzynarodowe Targi Poznańskie, gdzie z nałożonych obowiązków wywiązał się dobrze, przyczyniając się m. in. w okresie zamieszek w Poznaniu do wstrzymania pewnej grupy awanturników zmierzających pod gmach b. W.U. ds. B.P.

Karol Smoczkiewicz sugerował, że „Pilny” mógł być wówczas zaangażowany również w działania dotyczące jego osoby. W kontekście zagadkowej sprawy rzekomej ucieczki Smoczkiewicza z więzienia w Mrowinie trudno możliwość taką całkowicie odrzucić, aczkolwiek nie ma ona pokrycia w zachowanych dokumentach.

Reżim czuł się zagrożony

Rewolta robotnicza w Poznaniu wywołała silne poczucie zagrożenia wśród komunistycznego aparatu władzy. Obawiano się podobnych wydarzeń innych częściach kraju.

W związku z tym aparat bezpieczeństwa przystąpił do opracowywania szczegółowych instrukcji i planów działania na wypadek zorganizowanych wystąpień opozycyjnych. M. in. z datą 7 lipca 1956 r. opracowano taką instrukcję na użytek Wojewódzkiego Urzędu ds. BP w Opolu. Przygotowano również graficzny plan obrony rozległego kompleksu budynków WU ds. BP i Komendy Wojewódzkiej MO (obecna siedziba Komendy Wojewódzkiej Policji) wraz z polikliniką i sąsiednią pocztą w rejonie ul. Korfantego. Zgodnie z owym planem kompleks ten miał być w razie potrzeby przekształcony w prawdziwą twierdzę, bronioną przy użyciu karabinów oraz pistoletów maszynowych i ręcznych karabinów maszynowych. Analogiczne materiały opracowano też na użytek poszczególnych powiatowych urzędów ds. BP w województwie opolskim. Przykładem tego może być datowany 17 sierpnia 1956 r. plan przedsięwzięć i działań PU ds. BP w Brzegu, przewidujący m. in. zbrojną obronę budynków PU ds. BP, Komendy Powiatowej MO, Komitetu Powiatowego PZPR i miejscowego więzienia oraz sowieckiego lotniska wojskowego (we współpracy z sowieckim kontrwywiadem wojskowym).

Poczucie zagrożenia wśród rządzących przyczyniło się do dalszych zmian politycznych w kraju. Władze zmuszone były do kolejnych ustępstw na rzecz społeczeństwa. Po poznańskim Czerwcu’56 przyszedł przełomowy Październik’56 – czas wielkich nadziei, niestety tylko w niewielkim stopniu trwale zrealizowanych.

Zbigniew Bereszyński

Komentarze wyłączone.