Kurier Brzeski

   – najświeższe informacje o tym co dla nas ważne

Grudzień 1970r

Grudzień’70 i Opolszczyzna. Nieznane karty z najnowszej

historii społeczno-politycznej regionu

Czterdzieści lat temu, w grudniu 1970 r., robotnicze wystąpienia na Wybrzeżu i w innych częściach kraju położyły kres czternastoletnim rządom Władysława Gomułki. Mało kto wie, że czynną rolę w ówczesnych wydarzeniach odegrali również mieszkańcy województwa opolskiego. Na czele grudniowej rewolty robotniczej w Gdyni stał Stanisław Słodkowski, zamieszkały na stałe w Głubczycach. Na znak solidarności z protestującymi robotnikami Wybrzeża zastrajkowała duża część załogi Zakładów Urządzeń Przemysłowych w Nysie. W różnych miejscowościach województwa opolskiego, w tym także na terenie Brzegu, pojawiły się ulotki i napisy o treściach opozycyjnych.

Ulotka z Liceum Ogólnokształcącego w Nysie (grudzień 1970 r.). Źródło: Archiwum  IPN Oddział we Wrocławiu.

Ulotka z satyrycznym tekstem „Jadłospisu”, kolportowana jesienią 1970 r. w zakładach pracy Opolszczyzny. Źródło: Archiwum IPN Oddział we Wrocławiu.

Ulotka z prudnickiego „Frotexu” (jesień 1970 r.). Źródło: Archiwum IPN Oddział we  Wrocławiu.

Przed burzą

Gdy w październiku 1956 r. Władysław Gomułka, stary komunista, ale także były więzień polityczny, represjonowany w okresie stalinowskim z powodu rzekomego „odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego”, obejmował funkcję I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, powszechnie łączono z tym faktem nadzieję na demokratyzację życia politycznego w kraju i rozluźnienie polityczno-militarnej zależności Polski od Związku Sowieckiego. Nadzieje te zostały jednak zrealizowane tylko w niewielkim stopniu, a z upływem czasu nastąpił wyraźny odwrót od przejściowej liberalizacji. Gomułka dość szybko zaczął na nowo „dokręcać śrubę” społeczeństwu, angażując się w kolejne konflikty z Kościołem, tzw. rewizjonistami partyjnymi i znaczną częścią środowisk inteligenckich.

Do rządów Gomułki rozczarowały się stopniowo również środowiska robotnicze, oczekujące większych postępów w zakresie poprawy materialnych warunków bytu. Stałym problemem był niedostatek poszukiwanych przez społeczeństwo dóbr konsumpcyjnych. Szczególnie wiele negatywnych emocji budził permanentny kryzys na rynku mięsa i artykułów mięsnych. Podaż tych artykułów zawsze pozostawała w tyle za popytem, a długie kolejki w sklepach mięsnych należały do codziennej rzeczywistości tamtych czasów. Powszechnym zjawiskiem było „polowanie” na trudno dostępne artykuły konsumpcyjne. Tak np. w 1970 r. przeciętny Polak zmuszony był tracić dziennie 1,5 godziny na wystawanie w kolejkach i szukanie towarów w sklepach.

Ludzie odkładali pieniądze w PKO, nie mając na co ich wydać. Zjawisko to stało się jednym z powodów, dla których jesienią 1967 r. władze PRL zdecydowały się na wprowadzenie znacznej podwyżki  cen. Na mocy uchwały X Plenum KC PZPR z dnia 24 listopada 1967 r. ceny mięsa i jego przetworów wzrosły przeciętnie o 16,7 %. Decyzja ta nie przyczyniła się jednak do poprawy sytuacji w dziedzinie zaopatrzenia w mięso, ponieważ nie dokonano podniesienia cen skupu. Cała operacja sprowadziła się do finansowego drenażu środowisk pracowniczych i obniżenia ich zdolności nabywczych.   Ludzie narzekali na nowe ceny i utrzymujące się nadal kolejki w sklepach.

Reakcje środowisk pracowniczych na złe warunki życia nie ograniczały się tylko do narzekań i krytycznych wypowiedzi pod adresem władz. W różnych zakładach pracy na terenie kraju dochodziło do strajków, nazywanych eufemistycznie przerwami w pracy. W 1969 r. doszło aż do 62 strajków (m. in. w kilku dużych zakładach pracy), a prawdziwa lawina akcji protestacyjnych ruszyła w 1970 r. Tylko w pierwszym kwartale 1970 r. doszło do 32 strajków w różnych częściach kraju.

Przejawy aktywnego sprzeciwu wobec nieznośnych warunków życia społecznego w PRL dały się zaobserwować również w województwie opolskim. Szczególnie wymownym tego przykładem było żywiołowe powielanie satyrycznego tekstu Jadłospis, który w ocenie komunistycznej Służby Bezpieczeństwa ośmieszał „dostojników państwowych i partyjnych w kontekście zaistniałych trudności rynkowych na niektóre artykuły spożywcze”. Anonimowy autor Jadłospisu wyliczał, jakie artykuły konsumpcyjne przysługują wymienionym z imienia i nazwiska dygnitarzom komunistycznym, a co zostaje dla reszty społeczeństwa. Czołową pozycję w tekście zajmował oczywiście Władysław Gomułka, któremu przyznano przywilej konsumowania bekonów i bułek. Nie pominięto jednak – rzecz ciekawa – również przyszłego szefa PZPR, Edwarda Gierka, którego przysmakiem miały być golonka i żeberka. Ludzie o stalowych nerwach mieli żywić się rybami i konserwami rybnymi. Reszta pracującej ludności miała zadowolić się ochłapami, kośćmi, chlebem z margaryną na śniadanie, jajami trzeciego gatunku na obiad oraz sucharkami i ceresem (rodzaj tłuszczu roślinnego) na kolację.

Według ustaleń SB, tekst Jadłospisu – znany również w innych częściach kraju – był jesienią 1970 r. rozpowszechniany m. in. w Zakładach Przemysłu Bawełnianego „Frotex” i niektórych innych zakładach pracy na terenie Prudnika. Kolportaż polegał na „indywidualnym przepisywaniu jego treści w paru egzemplarzach na maszynie lub ręcznie” oraz przekazywaniu „znajomym lub współpracownikom”. Dalsze rozpowszechnianie Jadłospisu uniemożliwiła interwencja SB oraz powiatowej organizacji partyjnej PZPR.

Kolportażem Jadłospisu zajmował się w swoim miejscu pracy również Stanisław Zapała z Branic, salowy w Wojewódzkim Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych. W związku z tym został on zatrzymany przez funkcjonariuszy SB z Komendy Powiatowej MO w Głubczycach, którzy przeprowadzili z nim rozmowę ostrzegawczą. Z analogicznego powodu został zatrzymany Zygmunt Smoter, pracownik Słodowni w Branicach.

Tekst Jadłospisu był rozpowszechniany także na terenie Brzegu. Działalność taką prowadziła tutaj Marcelina Szabel, rewidentka Powszechnej Spółdzielni Spożywców „Społem”. Przy okazji przeprowadzanych przez siebie remanentów w sklepach odczytywała ona tekst Jadłospisu z dopisanym dodatkowo satyrycznym dwuwierszem o Leninie, zaczynającym się od słów „W małej chatce w Poroninie…”  Sznabel rozpowszechniała również satyryczny tekst pod tytułem Nowa stawka płac od 1-go. Teksty te były udostępniane przez nią zainteresowanym do odpisania. Sznabel odczytywała wymienione teksty również pracownikom administracyjnym Wojewódzkiej Spółdzielni Spożywców „Społem”. Brzeska SB ubolewała, że działalność Marceliny Sznabel nie spotkała się z żadnym przeciwdziałaniem ze strony osób zatrudnionych w odwiedzanych przez nią placówkach. W datowanym 3 grudnia 1970 r. meldunku dla I zastępcy komendanta wojewódzkiego MO ds. SB w Opolu pisano: „Na uwagę zasługuje bierna postawa pracowników zatrudnionych w administracji i sklepach, z których żaden nie zareagował na działanie Sznabel Marceliny i nie informował o powyższym dyrekcji tejże instytucji. Odnosi się to również do pracownic WSS Opole imieniem Czesława i Sąsiadek Janiny, które uczestnicząc w takiej dyskusji nie zareagowały na postępowanie Sznabel Marceliny”.

W związku z prowadzoną przez siebie działalnością Marcelina Sznabel została zatrzymana na 48 godzin przez funkcjonariuszy SB z Komendy Miejskiej i Powiatowej MO w Brzegu. Z dniem 5 grudnia 1970 r., na podstawie materiałów dostarczonych przez SB, Prokuratora Rejonowa w Brzegu wszczęła przeciwko niej śledztwo, którego prowadzenie powierzono nieco później (10 grudnia 1970 r.) Wydziałowi Śledczemu Komendy Wojewódzkiej MO w Opolu.

O całej sprawie powiadomiono I sekretarzy Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Opolu i Komitetu Powiatowego PZPR w Brzegu. Służba Bezpieczeństwa wystąpiła ponadto do prezesów sieci handlowych MHD, PSS „Społem” i PZGS na terenie Brzegu, informując o pojawieniu się Jadłospisu i innych tego typu tekstów oraz sugerując wyciągnięcie „odpowiednich wniosków dyscyplinarnych” w stosunku do „niektórych podległych im pracowników rozpowszechniających w różnych formach paszkwile”. Marcelina Sznabel i kontaktujące się z nią osoby miały być odsunięte od prac remanentowych.

Narastająca w społeczeństwie frustracja na podłożu ekonomicznym i nie tylko doprowadziła do tego, że również w województwie opolskim zaczęto myśleć i mówić o ewentualnych akcjach strajkowych i innych wystąpieniach protestacyjnych. Już w styczniu 1970 r. jeden z tajnych współpracowników SB (skrywający się za pseudonimem „Polana”), relacjonując krytyczne wypowiedzi pracowników Instytutu Śląskiego w Opolu, narzekających na „duże ograniczenia finansowe, brak papieru, pieniędzy na publikacje”, przytoczył m. in.   następujący komentarz Stanisława Gruszeckiego: „czuję w kościach »nowy marzec« w roku 1970”. Wypowiedź ta nawiązywała do protestów studenckich z marca 1968 r.

Z końcem października 1970 r. na tablicy ogłoszeń na wydziale tkalni prudnickiego „Frotexu” nieznana osoba wywiesiła wykonaną odręcznie, prawdopodobnie lewą ręką, ulotkę o treści: „Ludzie, chcemy masła, mięsa i lepszego życia – albo strajk!” Ulotka została przejęta przez SB, ale wcześniej z jej treścią zdążyła już zapoznać się część załogi wydziału. Być może dlatego w niedługi czas potem sześć tkaczek z tegoż wydziału rozmawiało między sobą na temat strajku. Kobiety te mówiły, że „należy zorganizować strajk całego wydziału, gdyż w wypadku przerwania pracy przez parę osób władze mogłyby je represjonować”. Rozmawiające o strajku tkaczki były rozgoryczone trudnościami z zakupem „niektórych artykułów spożywczych w sklepach Prudnika po zakończonej pracy”. Służba Bezpieczeństwa odnotowała również utrzymaną w podobnym duchu wypowiedź w środowisku Śląskich Zakładów Przemysłu Skórzanego „Otmęt” – Zakład w Prudniku. W dokumencie z 9 listopada 1970 r. opolska SB przestrzegała, że „aktualne perturbacje rynkowe mogą wywołać pewne negatywne zjawiska, szczególnie w takich zakładach jak ZPB »Frotex« i Zakłady Obuwnicze w Prudniku, gdyż na ogólną liczbę zatrudnionych 3.724 osoby, w ZPB pracuje aż 2.256 kobiet, a w Zakładach Obuwniczych na 1.700 pracowników, zatrudnionych jest 1.050 kobiet”. Autorzy dokumentu argumentowali: „ta masa kobiet, przy niedociągnięciach dystrybucyjnych w Prudniku, po wyjściu z pracy prawdopodobnie ma trudności z nabyciem niektórych artykułów spożywczych, co wywołuje zrozumiałe niezadowolenie”.

Oceny te były jak najbardziej zasadne – nie tylko w odniesieniu do prudnickich zakładów pracy. Podobnie wyglądała sytuacja w innych częściach kraju, a efekty tego nie dały już długo na siebie na czekać. Przed końcem 1970 r. ostatecznie przebrała się miara cierpliwości w wielu środowiskach pracowniczych PRL. Bezpośrednią tego przyczyną stała się kolejna drastyczna podwyżka cen, wprowadzona w życie z dniem 13 grudnia 1970 r., w okresie wzmożonych zakupów przed świętami Bożego Narodzenia.

Podwyżka ta była prawdziwym szokiem dla środowisk pracowniczych. Po raz kolejny podniesiono wówczas ceny mięsa i jego przetworów – tym razem średnio o 17,6 %. W drastycznym stopniu wzrosły także ceny innych artykułów spożywczych. Podniesiono również ceny opału i niektórych materiałów budowlanych. Drożej kosztować miały też m. in. motocykle, motorowery, rowery, sprzęt sportowy, sprzęt fotograficzny, meble, artykuły papiernicze, zasypki dla dzieci i najpopularniejsza pasta do zębów. Niejako na zasadzie przeciwwagi, z propagandowym wyeksponowaniem tego faktu, obniżono ceny niektórych artykułów przemysłowych. Tak skonstruowana regulacja cen uderzała najdotkliwiej w najsłabsze materialnie rodziny ze środowisk pracowniczych, dla których główną pozycję w wydatkach stanowiły zakupy najniezbędniejszych do życia artykułów spożywczych.

Stanisław Słodkowski i rewolta robotnicza na Wybrzeżu

Podwyżka pociągnęła za sobą wielką falę robotniczych protestów w różnych częściach kraju. Podjęta przez władze PRL próba zdławienia rewolty przy użyciu siły tylko zaostrzyła sytuację, doprowadzając do trwających kilka dni krwawych starć ulicznych w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Elblągu.

Szczególnie dramatyczny przebieg miały wydarzenia Gdyni. Chaotyczne działania władz komunistycznych doprowadziły tam do straszliwej  tragedii, której kulisy ciągle jeszcze nie doczekały się pełnego wyjaśnienia.

W dniu 15 grudnia 1970 r. zastrajkowała załoga gdyńskiej Stoczni im. Komuny Paryskiej. Stoczniowcy wraz z pracownikami innych zakładów udali się do Komitety Miejskiego PZPR, a następnie do Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Przewodniczący MRN, Jan Mariański, przystąpił do rozmów z komitetem strajkowym, któremu przewodził Stanisław Słodkowski, ślusarz-spawacz, ówczesny pracownik stoczni gdyńskiej, zamieszkały na stałe w Głubczycach w województwie opolskim. Doszło nawet do podpisania „Protokołu porozumiewawczego”. Po rozmowach z Mariańskim został powołany Główny Komitet Strajkowy Miasta Gdyni pod przewodnictwem Stanisława Słodkowskiego. W godzinach wieczornych komitet ten opracował odezwę z siedmioma postulatami strajkowymi, dotyczącymi spraw cenowych i płacowych.

Niestety w nocy z 15 na 16 grudnia 1970 r., na krótko przed północą, Słodkowski i inni członkowie Głównego Komitetu Strajkowego zostali zatrzymani i przewiezieni do Aresztu Śledczego w Wejherowie. Oburzona tym załoga stoczni gdyńskiej próbowała interweniować w Prezydium MRN i Dowództwie Marynarki Wojennej. Interwencje okazały się jednak bezskuteczne. Wysłany na Wybrzeże przedstawiciel Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR, Zenon Kliszko, zarządził zwolnienie z pracy wszystkich gdyńskich stoczniowców i ponowne zatrudnienie tylko tych osób, które zostaną pozytywnie zweryfikowane przez SB. Zjednoczenie Przemysłu Okrętowego postanowiło zawiesić działalność stoczni gdyńskiej z dniem 17 grudnia 1970 r., a o północy stocznia została formalnie zmilitaryzowana. Dojścia do zakładu zostały zablokowane przez wojsko i milicję.

Tymczasem działający bez uzgodnienia z Kliszką wicepremier Stanisław Kociołek, w wystąpieniu nadanym wieczorem 16 grudnia 1970 r. przez lokalne radio i telewizję, wezwał pracowników do powrotu do pracy. Apel ten został pozytywnie odebrany przez większość załóg i rankiem 17 grudnia 1970 r. pracownicy masowo stawili się do pracy. Na ich drodze stało jednak wojsko, które po bezskutecznych wezwaniach ludzi do zatrzymania się zaczęło strzelać z broni maszynowej, dokonując prawdziwej masakry. Zginęło jedenaście osób, było wielu ciężko rannych. Doszło również do licznych aresztowań. Odpowiedzią na masakrę były manifestacje uliczne. Przy ich rozpędzaniu przez wojsko i milicję zginęło kolejnych siedem osób.

Następnego dnia, 18 grudnia 1970 r., SB rozpoczęła weryfikację pracowników zamkniętej stoczni gdyńskiej. Z łącznej liczby około 8,5 tysiąca stoczniowców zakwalifikowano negatywnie blisko 660 osób. Pozostali powrócili do pracy z dniem 20 grudnia 1970 r.

Wśród tych, którym odmówiono prawa powrotu do stoczni, znalazł się również Stanisław Słodkowski. W związku z tym powrócił on do Głubczyc, zatrudniając się w miejscowym Przedsiębiorstwie Budownictwa Rolniczego. Jako czołowy uczestnik grudniowego protestu robotniczego stał się on obiektem zainteresowania opolskiej SB, która pierwotnie planowała objęcie go kontrolą operacyjną w ramach prowadzonego samodzielnie kwestionariusza ewidencyjnego. W późniejszym czasie miejscowa SB zaczęła jednak realizować zadania związane ze dochodzeniem prowadzonym przeciwko Słodkowskiemu przez SB w Gdańsku, rezygnując z planowanego założenia kwestionariusza ewidencyjnego.

Trzeba wyjaśnić w tym miejscu, że jeszcze przez szereg miesięcy po upadku Gomułki i objęciu najwyższej funkcji partyjnej przez Gierka władze komunistyczne kontynuowały działania represyjne przeciwko dużej liczbie uczestników grudniowej rewolty robotniczej. Wiele osób przebywało w aresztach w oczekiwaniu na przygotowywane procesy. Żadnych tego typu działań nie planowano natomiast w stosunku do osób z kręgu aparatu władzy, odpowiedzialnych za grudniowy rozlew krwi na Wybrzeżu.

Obiektem działań represyjnych stał się również Stanisław Słodkowski, o którym wiedziano, że próbował kontynuować niepożądaną przez władze działalność również po zwolnieniu go z Aresztu Śledczego w Wejherowie. W dniach 23-24 grudnia 1970 r. gdańska SB dowiedziała się, że Słodkowski i inny członek gdyńskiego komitetu strajkowego, Krzysztof Muskała, deklarowali zamiar kontynuowania działalności komitetu. O dalszych poczynaniach Słodkowskiego i związanych z nim ludzi SB dowiadywała się na bieżąco dzięki uzyskanemu w tym czasie „dotarciu operacyjnemu” do tej grupy (przypuszczalnie pozyskano jakiegoś informatora w tym kręgu). Zapewne dzięki temu błyskawicznie zareagowano na kolejną inicjatywę Słodkowskiego i jego kolegów, którzy na spotkaniu w dniu 12 stycznia 1971 r. postanowili zorganizować się dla dalszej działalności (w materiałach SB pisano, że na spotkaniu tym „wyłoniła się idea zorganizowania nielegalnego związku”). Już następnego dnia wszyscy uczestnicy spotkania, a mianowicie Stanisław Słodkowski, Krzysztof Muskała,  Kazimierz Mizerski (wiceprzewodniczący Głównego Komitetu Strajkowego Miasta Gdyni w grudniu 1970 r.), Stanisław Denis, Zbigniew Szymański, Weronika Szymańska i Andrzej Szymankiewicz, zostali zatrzymani przez SB. Wydział Śledczy KW MO w Gdańsku wszczął przeciwko nim dochodzenie z art. 278 kodeksu karnego.

W związku z owym dochodzeniem w lutym 1971 r., na polecenie naczelnika Wydziału Śledczego KW MO w Gdańsku, funkcjonariusze opolskiej SB przesłuchali Stanisława Słodkowskiego w charakterze podejrzanego. Niezależnie od tego opolska SB starała się kontrolować Słodkowskiego w miejscu pracy i zamieszkania, posiłkując się w tym celu osobowym źródłem informacji – kontaktem obywatelskim.

Dochodzenie przeciwko Stanisławowi Słodkowskiemu i jego kolegom zostało ostatecznie umorzone przez Prokuraturę Wojewódzką w Gdańsku, na wniosek Wydziału Śledczego KW MO, z dniem 3 kwietnia 1971 r. Postanowienie o umorzeniu dochodzenia uzasadniano znikomym niebezpieczeństwem społecznym czynu zarzucanego podejrzanym. Chodziło o to, że w związku z niezwłocznym zatrzymaniem ich przez SB podejrzani nie zdążyli podjąć planowanej działalności organizacyjnej

.

Akcje protestacyjne w województwie opolskim

Główną widownią grudniowej rewolty robotniczej było Wybrzeże. Burzyły się i protestowały jednak również środowiska pracownicze w innych częściach kraju. Fala społecznych protestów nie ominęła również województwa opolskiego. Najgroźniejsza dla władz komunistycznych sytuacja wystąpiła na terenie Nysy, gdzie w godzinach przedpołudniowych 17 grudnia 1970 r. zastrajkowało około 700 pracowników Zakładów Urządzeń Przemysłowych na wydziałach mechanicznym, a następnie także odlewniczym i montażowym. Strajkujący krytykowali podwyżkę cen, domagali się zrewidowania norm wydajności pracy, a także deklarowali solidarność ze strajkującymi robotnikami Gdańska. Strajk zakończył się o godzinie 12, po rozmowach z dyrekcją ZUP oraz przedstawicielami zakładowych, miejskich i wojewódzkich władz partyjnych PZPR.

Tego samego dnia w Liceum Ogólnokształcącym w Nysie (tzw. Carolinum) pojawiły się ulotki o treści: „Uczcijmy chwilą milczenia pamięć Polaków poległych w walce o słuszną sprawę”, „Popieramy prawdziwych Polaków z Gdańska”, „Śmierć komunistycznym bandytom”. Ulotki lub napisy o treści opozycyjnej pojawiły się także w innych miejscowościach regionu (Opole, Brzeg, Grodków, Racibórz, Tworków k. Raciborza, Skoroszyce, Koźle, Paczków, Wołczyn, Górażdże, Ozimek). Tak np. w dniu 17 grudnia 1970 r. na murach w Grodkowie pojawiły się wykonane farbą olejną napisy o treści: „Wstań Leninie, bo Polska z głodu ginie” oraz „Robotnicy i chłopi, włączcie się do strajku powszechnego”. Jako domniemany autor napisów został zatrzymany Mirosław Pepke, mieszkaniec Grodkowa. W dniu 21 grudnia 1970 r. na terenie Brzegu pojawiły się ulotki o treści: „Zamienię książeczkę partyjną na kilo smalcu”. Na jednej z nich widniał dopisek: „zgłoszenia przyjmuje KP MO”. SB odnotowała również wiele wypowiedzi ustnych o charakterze opozycyjnym. W Opolu aresztowano mężczyznę, który rozbił witrynę w sklepie z artykułami mięsnymi.

Dalszym tego typu zdarzeniom na terenie Opolszczyzny miała zapobiec szeroko zakrojona akcja profilaktyczno-represyjna SB i MO, w ramach której w okresie do 20 grudnia 1970 r. „izolowano” ogółem 337 osób (56 osób zatrzymanych przez SB i 281 zatrzymanych przez MO). „Izolowani” byli m. in. trzej pracownicy Zakładu Energetycznego w Namysłowie: Stanisław Kocot, Włodzimierz Grzegorczyk i Leopold Wesołowski. W ramach tej samej akcji SB i MO przeprowadziły również 1770 rozmów profilaktycznych i ostrzegawczych (SB – 480, MO – 1290). Rozmowy takie zostały przeprowadzone m. in. z dwoma pracownikami Przedsiębiorstwa Spedycji Krajowej w Brzegu, Marianem Serafinem i Zbigniewem Karpińskim. Zastosowano także wzmożone patrolowanie terenu miast i zakładów pracy.

Robotnicy postawili na swoim

Protesty z grudnia 1970 r. okazały się jednym z najważniejszych epizodów historii politycznej PRL. Po raz pierwszy w dziejach bloku sowieckiego, spontaniczny zryw społeczny stał się wówczas przyczyną gruntownych zmian personalnych na najwyższych szczeblach aparatu władzy. Władysław Gomułka i dotychczasowy, wieloletni premier rządu PRL, Józef Cyrankiewicz, musieli podać się do dymisji, a 20 grudnia 1970 r. nowym I sekretarzem Komitetu Centralnego PZPR został Edward Gierek, dotychczasowy I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach.

Zmiany na szczytach aparatu władzy nie satysfakcjonowały jednak środowisk pracowniczych, których znaczna część nadal protestowała przeciwko grudniowej podwyżce cen. Szczególnie istotną rolę w dalszym rozwoju wydarzeń odegrał rozpoczęty 10 lutego 1971 r. wielki strajk w zakładach bawełnianych Łodzi. Do akcji strajkowych i innych aktów protestu dochodziło jednak również w innych częściach Polski. Wymownie świadczą o tym informacje o aktualnej sytuacji w kraju, opracowywane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych dla władz partyjnych PZPR w okresie od stycznia do kwietnia 1981 r.

Niespokojna sytuacja utrzymywała się również w województwie opolskim, gdzie SB odnotowała m. in. „zjawisko ustnych i anonimowych pogróżek pod adresem terenowych działaczy politycznych i społecznych”. W okresie do połowy czerwca odnotowano na Opolszczyźnie również „99 przypadków kolportażu wrogiej lub szkodliwej politycznie propagandy pisanej”. Niektóre z owych przypadków znalazły się „w aktywnym zainteresowaniu Służby Bezpieczeństwa”.

W tej sytuacji 15 lutego 1971 r. władze PRL były ostatecznie zmuszone cofnąć grudniową decyzję o podwyżce cen (z dniem 1 marca 1971 r.). W ten sposób – również po raz pierwszy w dziejach sowieckiego imperium – niezależny ruch społeczny zdołał w bezpośredni sposób osiągnąć własne cele, zmuszając władze komunistyczne do ustępstw. Stworzony wówczas precedens, inspirujący środowiska pracownicze w następnych latach, legł u źródeł masowych protestów robotniczych z lipca i sierpnia 1980 r., które doprowadziły do narodzin „Solidarności”.

Wydarzenia z końca 1970 i pierwszych miesięcy 1971 r. okazały się po latach ważnym etapem polskiej drogi do niepodległości. Warto wiedzieć, że swój udział w tym mieli również mieszkańcy naszego regionu.

Zbigniew Bereszyński

Komentarze wyłączone.