Prywatne wiersze
Wspominamy zmarłą rok temu Józefę Stachera z domu Bielecka,
Urodzoną 16.stycznia 1930r. na Kresach Wschodnich na Podolu.
Ten wiersz mamie poświęciła córka Kazia z Pisarzowic
Poemat o MAMIE
Dziesięć latek wtedy miała gdy jej
Życie młode wojnzdruzgotała.
Dzieciństwo skończyło się !
Pękło jak lustro kryształowe, w które rzucono
Nie kamień , lecz GŁAZ.
Drżała wówczas jak dzwoneczek syberyjski,
którego chciał zmiażdżyć „tank” rosyjski.
Jak bardzo wtedy bać się musiała,
taka dziewczynka MAŁA.
Wygnańczy los zagnał ją z rodzicami,
poprzez Łańcut w Lubszańskie strony.
Pożegnać trzeba było piękne Kresy, takie niewinne.
Gdzie pozostały dziecięce wspomnienia i
strony RODZINNE.
Rok 1948 małżeństwem ją pobłogosławił.
Szczęśliwa wtedy była.
Nadzieja w serce się wlewała.
Były to jednak lata znojne i trudne,
gdyż Ojczyzna rany powojenne leczyła. ŻNIWA !
Jakże dobrze je pamiętam ,i te niedziele.
Wszystkie kobiety wówczas ciężko pracowały.
Szczególnie żniwa potu wymagały wiele.
Ale tylko o spokój na świecie Boga wypraszały.
Ileż to snopków ręce mamy powrósłem związały.
A każdy dorodny, postawny, gotowy na dożynki.
Pięknie się potem w kopkach prezentowały,
długo było je widać na polach, jak w tańcu,
pulchne panienki.
Z tego zboża po omłotach piekła mama
chleb pachnący ,taki dobry, nasz powszedni.
Przeszłość już tak bardzo nie bolała,
chociaż nieraz mama ostrzał artyleryjski,
nad ich domem wspominała.
Cicha , uśmiechnięta , uczynna i troskliwa dla dzieci.
Dla męża słodką podporą była, a wnuki bardzo kochała.
Lecz będąc w wieku sześćdziesięciu sześciu lat, znowu
w Apokalipsę zmienił się jej świat !
ciężką chorobą do łoża przykuta, w cichości cierpiała.
Zniknął z jej twarzy uśmiech.
Jak niegdyś w dzieciństwie, gdy wojna w perzyną
zmieniła miłe sercu Podola krajobrazy.
Czternaście lat walki z chorobą, lata czasem
z nadzieją i zmagania z sama sobą.
24. października 2010r. w wieku 80-ciu lat
odeszła. Bo Bóg tak chciał !
otoczona rodziną, spokojnie i cichutko,
Malutka taka i kruchutka,jak tamta dziewczynka
sprzed wojennych lat.
Może jej dusza , zanim z Bogiem się spotkała,
nad dawnym sadem czereśniowym podolskim zapłakała ?
Znikający OBŁOK
Jakże ulotne jest życie człowieka na ziemi.
No cóż , jesteśmy tutaj tylko na chwilę.
Zanim się obejrzysz , jak ktoś bliski tobie,
Niczym OBŁOK na niebie ZNIKA.
Pozostaje po nim tylko wspomnienie.
Widzisz piękne marmury na jego grobie,
I płomień znicza , który migoce i jakby się uśmiecha.
Ale nie ma CZŁOWIEKA!
A tęsknota jak sztylet do głębi cię przenika.
Kazimiera Idczak
ORLE WRÓĆ !
Orzeł to symbol naszych praojców !
Orzeł to ptak z „Legendy o Lechu ! ”
On nam powiewał na sztandarach w walce.
Dlaczego chcecie go wyrzucić z piersi naszych zawodników ?
Jeszcze niedawno walczono o jego koronę.
Królewski to symbol na głowę ptaka nałożony.
Obecnie nasze godło w jakieś „logo” jest wkręcone,
I na koszulkach kadry piłkarskiej orzeł szponów pozbawiony !
Co z tego , że zostawiono barwy narodowe
Ważne jest GODŁO !
Nasze godło w całości ! Nasz biały orzeł-
- to ptak z koroną, orlim wzrokiem, szponami
I skrzydłami jak u anioła.
Dlatego WRÓĆ ORLE ! Cała Polska woła.
Kazimiera Idczak
Gdzie jest Jezusek ?
Żłóbek pusty , tylko pieluszka na sianku zmięta.
A przecież to Jego święto, Jego Narodzenie !
Ale Jezuska brak w żłóbku,
Bez Niego nie będą takie urocze nasze „ Święta”.
***
Może do żłobka Go oddano?
Bo opieki potrzebował jako mała dziecina.
Ale Jezuska tam nie znaleziono.
Jego mamy na żłobek nie stać , to biedna kobiecina.
***
Ktoś Jezuska w Izbie Małego Dziecka spotkał,
Kiedy od mamy i taty zabrany,
Leżał sobie , już nie płakał, niczym mała maskotka,
Być może na lepsze serce obcych ludzi skazany.
***
Kiedyś ktoś znalazł Go na śmietniku,
Malutkiego, zmarzniętego w foliowej reklamówce.
Nawet już nie było słychać Jego krzyku,
Bo był ledwo żywy z ranami na główce.
***
Tak więc mały Jezusku w te kolorowe „Święta”,
Leż sobie lepiej w żłóbku , bo tam dobrze Ci będzie.
Wtedy każdy raz w roku o Tobie pamięta,
I zanuci jak płaczesz z zimna w każdej kolędzie.
***
A my z okazji Twojego Narodzenia, prezentami obdarowani.
W oświetleniu jarmarcznym i wszelakim przepychu.
Nie zauważamy , że Ty znikasz ze żłóbka czasami,
Żeby znaleźć trochę ciepła w naszym sercu i oddechu.
Tekst Kazimiera IDCZAK